(9.08) Roman Dolata: metoda EWD pokazuje, że korepetycje szkodzą

Edukacyjna wartość dodana (EWD) przydaje się dyrektorom, którzy chcą używać wyników egzaminacyjnych do analizy efektów pracy szkoły - mówi dr hab. Roman Dolata, opiekun naukowy projektu EWD w Instytucie Badań Edukacyjnych. Około 80 proc. dyrektorów gimnazjów deklaruje stosowanie metody EWD w analizie wyników egzaminacyjnych.

 

Wywiad z Romanem Dolatą pt. "Miara efektu" ukazał się w Głosie Nauczycielskim nr 27 z 3 lipca 2013 r., a ostatnio został także zamieszczony na stronie internetowej Instytutu Badań Edukacyjnych. Rozmówca Głosu Nauczycielskiego oprócz przedstawienia przydatności metody EWD mówi także m.in. o ciekawych spostrzeżeniach badaczy dotyczących korepetycji.

 

- Im więcej korepetycji, tym słabsze wyniki i tym niższe EWD. Ta negatywna korelacja między korepetycjami a wynikami egzaminacyjnymi i EWD utrzymuje się, gdy np. przyglądamy się wykształceniu rodziców, inteligencji uczniów. Pokazuje to, że korepetycje są nieefektywne, bowiem nie pomagają, a być może nawet szkodzą. Paradoksalnie "usypiają" umysł młodego człowieka, który czuje się zwolniony z odpowiedzialności za jakość swojej nauki, przenosząc tę odpowiedzialność na korepetytora. Gimnazja, w których uczniowie biorą dużo korepetycji nie wypadają lepiej, a nawet gorzej pod względem EWD - zauważa Roman Dolata.

 

Oto fragment wywiadu:

Panie Profesorze, komu potrzebna jest metoda edukacyjnej wartości dodanej?
- Wszystkim tym, którzy chcą używać wyników egzaminacyjnych do analizy efektów pracy szkoły. To nie jest żadna czarodziejska różdżka ani wzorzec metra. Ta metoda diagnostyczna pokazuje postęp uczniów w danej szkole, np. w gimnazjum w czasie trzech lat nauki. Dziś już zdecydowana większość gimnazjów może oceniać efekty swojej pracy z wykorzystaniem metody EWD, zarówno patrząc na
trzyletnie wskaźniki dostępne wszystkim na stronie www.ewd.edu.pl, jak i dzięki kalkulatorowi EWD,który jest narzędziem analizy wyników egzaminacyjnych na potrzeby szkoły.

 

Czyli szkoły "kupiły" EWD?
- Około 80 proc. dyrektorów gimnazjów deklaruje stosowanie metody EWD w analizie wyników egzaminacyjnych. I to się przez lata nie zmienia. Jeśli chodzi o licea nie mamy danych. Badamy to. W tej chwili prowadzimy również wycinkowe badania jakościowe, które pokażą nam, co dokładnie szkoły robią z wynikami egzaminacyjnymi, jakie na podstawie ich analizy podejmują decyzje i działania. Nie chciałbym byśmy patrzyli na metodę EWD w oderwaniu od najważniejszej, ewaluacyjnej funkcji systemu egzaminacyjnego. Dzięki systemowi egzaminów zewnętrznych szkoły mają się rozwijać, coraz lepiej nauczać. Jeśli w dłuższej perspektywie czasu tak się nie stanie,
potrzeba istnienia egzaminów zewnętrznych stanie pod znakiem zapytania. Co nie znaczy, że egzaminy wstępne do szkół średnich i na uczelnie były lepsze.
(...)

 

Jaki wpływ na wynik EWD mają czynniki zewnętrzne: dom, otoczenie, poziom inteligencji i motywacji ucznia?
- W tej chwili sprawdzamy, w jakim stopniu wskaźniki EWD są wolne od wpływu czynników niezależnych od szkoły . Szukamy odpowiedzi na pytanie, czy metoda EWD faktycznie mierzy tylko to, co dziecku daje szkoła, czy też jest mocno obciążona wpływem takich czynników jak: wykształcenie rodziców, zasobność domu, korepetycje, inteligencja i motywacje ucznia, klimat rówieśniczy, zasoby finansowe szkoły, jej otoczenie społeczne i gospodarcze. Uzyskany do tej pory obraz potwierdza trafność przyjętych przez nas wskaźników EWD. Na przykład dobrze już wiemy, że status społeczny rodziny ucznia nie wpływa w znaczący sposób na wartość edukacyjnej wartości dodanej szkoły. Oczywiście status ten ma gigantyczny wpływ na wyniki końcowe ucznia. Ale na EWD wpływa śladowo, mimo, że mamy wewnątrzszkolne zróżnicowanie oddziałów, getta szkolne itd.

 

A jaki jest wpływ korepetycji, za które płacą rodzice?
- W gimnazjum korepetycje nie są normą. Tylko co piąty - szósty gimnazjalista deklaruje, że w trakcie nauki w gimnazjum pobierał choćby raz korepetycje, głównie dotyczy to matematyki. W wypadku liceów jest to już inna bajka, w nich „korki” zostały jakby kulturowo przyswojone. Ale z uporem powtarzam, że gimnazjum ma dawać równe szanse na dobre wykształcenie, a sama konieczność brania korepetycji może różnicować te szanse. Mamy szkoły, gdzie zjawisko to prawie nie występuje, ale i takie, w których 60 proc. gimnazjalistów deklaruje, że bierze korepetycje. Im rodzina majętniejsza, tym korepetycje bardziej prawdopodobne.

 

Czy szkoła, w której 60 proc. uczniów pobiera korepetycje ma większe szanse na lepsze wyniki egzaminacyjne i na wyższe EWD?
- Najciekawsze, że to wcale nie przekłada się na wyższe EWD. Nie ma pozytywnego związku między korepetycjami a wynikami egzaminacyjnymi ani między korepetycjami a EWD.

 

Aż trudno uwierzyć...
- Co więcej, okazuje się, że jest związek negatywny. Im więcej korepetycji, tym słabsze wyniki i tym niższe EWD. Ta negatywna korelacja między korepetycjami a wynikami egzaminacyjnymi i EWD utrzymuje się, gdy np. przyglądamy się wykształceniu rodziców, inteligencji uczniów. Pokazuje to, że korepetycje są nieefektywne, bowiem nie pomagają, a być może nawet szkodzą. Paradoksalnie "usypiają" umysł młodego człowieka, który czuje się zwolniony z odpowiedzialności za jakość swojej nauki, przenosząc tę odpowiedzialność na korepetytora. Gimnazja, w których uczniowie biorą dużo korepetycji nie wypadają lepiej, a nawet gorzej pod względem EWD.

(...)

 

Cały wywiad można przeczytać w Głosie Nauczycielskim nr 27 z 3 lipca 2013 r. oraz na stronie internetowej Instytutu Badań Edukacyjnych

 

Fot. IBE