Wywiad z Markiem Michalakiem, rzecznikiem praw dziecka

Dziecko to człowiek

 

Z Markiem Michalakiem, rzecznikiem praw dziecka, rozmawiają Jakub Rzekanowski i Piotr Skura

 

Był Pan inicjatorem ustanowienia roku 2012 Rokiem Janusza Korczaka. Czy trudno było przekonać posłów do tego pomysłu?
– Zgodnie z zasadami wystąpiłem z odpowiednim wnioskiem do marszałka Sejmu, następnie do Sejmowej Komisji Kultury i Środków Masowego Przekazu. Od samego początku został on bardzo dobrze przyjęty. Nie spotkałem się z ani jednym nieprzychylnym Korczakowi słowem. Dowiodło tego ostateczne głosowanie – rzadko kiedy Sejm jest jednomyślny, a jednak w tym przypadku wszyscy głosowali „za”, nie było nawet jednego głosu wstrzymującego się! To ważne.

 

Ważne, zwłaszcza że w poprzednim Sejmie – podobnie jak w obecnym –dominowały jednak dość konserwatywne poglądy. Tymczasem nauki Janusza Korczaka są postępowe, emancypacyjne.
– Korczak mógłby wzbudzić różnego rodzaju emocje, ale ich nie wzbudził. Powiem więcej, to właśnie tamten Sejm uchwalił całkowity zakaz bicia dzieci, co było jeszcze trudniejsze niż ogłoszenie Roku Janusza Korczaka. Ten sam Sejm umożliwił Rzecznikowi Praw Dziecka normalne działanie poprzez wyposażenie urzędu, który sprawuję, w bardzo duże kompetencje. Poprzedni Sejm po prostu sprzyjał sprawom dzieci oraz ochronie dzieci przed przemocą. Pamiętajmy, jak gwałtowna dyskusja wtedy się przetoczyła – bić czy nie bić, a jeśli tak, to jak mocno, może pozwolić na jakiegoś klapsa? Dyskusja była potrzebna, ponieważ pokazała różne nastroje i poglądy. Zakończyła się też dużym sukcesem, czyli zakazaniem bicia dzieci także w życiu prywatnym, rodzinnym.

 

Może więc nauki Korczaka stały się powszechnie akceptowane i tak oczywiste, że nie wzbudzają większych oporów?
– Daj Boże, żeby tak było. Decyzja Sejmu niewątpliwie pokazuje, że Korczak jest osobą bardzo ważną, szanowaną i należy mu się hołd, szacunek i zrozumienie dla jego teorii.

 

Co ze spuścizny Korczaka jest dziś najważniejsze?
– Każde zdanie Korczaka możemy wyjąć i użyć je jako motta. To jedna z jego niesamowitych umiejętności. Główne przesłanie Korczaka mówi jednak, że dziecko to człowiek, że ma godność identyczną z tą, jaką posiada osoba dorosła. W związku z tym należy mu się takie samo podmiotowe traktowanie jak osobie dorosłej. Korczak całym sobą starał się nas przekonać do takiego spojrzenia na dziecko. Jesteśmy temu coraz bliżsi, aczkolwiek w wielu sferach życia jest inaczej.

 

W których sferach życia najbardziej odbiegamy od wskazań Korczaka?
– Bardzo często krzywdzimy dzieci tam, gdzie należy im się naturalna i bezpośrednia ochrona. Dziecko najczęściej jest krzywdzone w chwili, gdy rodzice się rozwodzą. Zupełnie nie pamiętają o podmiotowości dziecka, ale za to pamiętają o tym, że trzeba dołożyć drugiej stronie. Dziecko jest tu często przedmiotem, instrumentem, mimo że jedna i druga strona kochają je najmocniej na świecie. Ta miłość jednak nie zawsze jest zdrową miłością. Dorośli tymczasem powinni uzmysłowić sobie, że dziecko nie prosiło się na ten świat, a my jesteśmy zobowiązani zapewnić mu wszystko, co jest dla niego najistotniejsze. Należy też przyjrzeć się temu, co się dzieje w różnego rodzaju instytucjach, w szkołach, szpitalach. Zadać sobie pytanie, jak często liczymy się tam ze zdaniem dzieci, jak często pytamy je, co mają do powiedzenia, a jak często przemawiamy i wydajemy nakazy. Bo to jest niekorczakowskie. Organy prowadzące mają prawo podejmować decyzje, np. w sprawie likwidacji szkoły. Życzyłbym sobie jednak, aby w gronie osób, które są pytane o zdanie, znalazły się także dzieci. Przy okazji każdej mojej interwencji pytam: „A co z dziećmi?”. Zwykle zamiast odpowiedzi widzę szeroko otwarte ze zdumienia oczy.

 

Kiedy Pan odkrył Korczaka?
– Korczaka odkryłem, gdy byłem dorosły. Muszę się przyznać, że w dzieciństwie nawet nie czytałem „Króla Maciusia I”. Odkąd jednak zacząłem jako wolontariusz angażować się w życie społeczne, tak naprawdę chodziłem ścieżkami Janusza Korczaka. Zdałem sobie z tego sprawę później, kiedy czytałem choćby jego książkę „Jak kochać dziecko”. Książka „Prawo dziecka do szacunku” powinna być obowiązkową lekturą dla każdej osoby wychowującej czy kształcącej dziecko. Korczak nie pytał bowiem, czy dzieci są mądre, ale jak są mądre.

 

Czego oczekuje Pan po Roku Janusza Korczaka? Co po nim zostanie?
– Oczekuję, że ten rok minie, a myśl Korczakowska zostanie w naszej codzienności. Chciałbym, by pozostała z nami refleksja nad prawami dziecka, sytuacją dzieci, ich potrzebami.

 

Może więc Rok Janusza Korczaka należałoby uczcić kolejną dużą inicjatywą na miarę zakazu bicia dzieci?
– Ciężko byłoby wykonać większy krok. Od czasu ratyfikowania Konwencji o Prawach Dziecka w polskim prawodawstwie nic ważniejszego dla dzieci się nie wydarzyło. Chciałbym jednak np. ratyfikacji konwencji z Lanzarote, która jeszcze lepiej chroni dzieci przed przemocą seksualną, ratyfikacji trzeciego protokołu do Konwencji o Prawach Dziecka zakładającego możliwość wniesienia skargi do Komitetu Praw Dziecka. Najważniejsza jest jednak zmiana naszej mentalności, byśmy przestali używać wobec dzieci przemocy i zaczęli je traktować poważnie. Często też nie mamy czasu dla dzieci. Zespół dziecięcy Łejery śpiewa piosenkę „Dziećmi jesteśmy tylko raz”. Pamiętajcie, dorośli, że ten czas minie i gdy teraz nie poświęcicie nam wystarczająco wiele czasu, to potem może być za późno. Warto więc zastanowić się, ile czasu dziennie przeznaczam np. na czytanie z dzieckiem książki, ile na spacer, o czym rozmawiam z nim przy stole itp.

(...)

Dziękujemy za rozmowę.

 

To fragment wywiadu rzecznika praw dziecka dla Głosu Nauczycielskiego nr 5 z 1 lutego 2012 r.