Menu główne
(31 maja) Konferencja w Sejmie RP: „Komercjalizacja edukacji – konsekwencje i nowe zagrożenia”
Tworzenie specjalnych klas dla „lepszych” uczniów, system egzaminów zewnętrznych i oddawanie szkół publicznych w ręce fundacji i stowarzyszeń. M.in. o tych problemach dyskutowali uczestnicy konferencji pt. „Komercjalizacja edukacji – konsekwencje i nowe zagrożenia”.
Konferencja została zorganizowana w Sejmie przez posła Marka Balickiego, Ośrodek Myśli Społecznej im. Ferdynanda Lassalle’a oraz Głos Nauczycielski.
O tym, że pieniądz odgrywa coraz większa rolę w polskiej szkole, każdy nauczyciel doskonale zdaje sobie sprawę. Z brutalną rzeczywistością styka się, gdy chce zorganizować uczniom dodatkowe zajęcia, kupić sprzęt do szkolnego laboratorium, czy też załatwić pomoc dla podopiecznych pochodzących z tzw. złych dzielnic. Jednak napotykane przeszkody nie wynikają jedynie z chwilowych kłopotów konkretnej placówki. I nie ograniczają się tylko do niej. Komercjalizacja oświaty to ogólnopolskie zjawisko, efekt reform oraz polityki różnych ekip rządzących.
O tym właśnie rozmawiali uczestnicy konferencji w Sejmie. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, filozofka i pedagożka z Uniwersytetu Wrocławskiego, przedstawiła podstawy teoretyczne zjawiska komercjalizacji, dr Przemysław Sadura, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego mówił o społecznych skutkach tego zjawiska, a prezes ZNP Sławomir Broniarz i redaktor naczelny Głosu Jakub Rzekanowski o praktycznej stronie wkraczania władzy pieniądza do szkół. Poniżej fragmenty wypowiedzi:
Interesy konstytuujące nauczanie
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: - Niemiecki filozof Jurgen Habermas stawia tezę, że wiedza oparta jest na interesach. Wyróżnia przy tym trzy interesy: techniczny, praktyczny i emancypacyjny. Można je odnieść do obszaru edukacji i przez ich pryzmat można analizować poszczególne zjawiska związane z edukacją. (...) Interes emancypacyjny jest realizowany na dwóch płaszczyznach: indywidualnej i społecznej. Realizacja tego interesu oznaczać musi z jednej strony stwarzanie możliwości samorozwoju, autorefleksji, kształtowania umiejętności indywidualnego przekraczania narzuconych ról, z drugiej strony - warunków, możliwości dokonania zmiany społecznej. Polegającej np. na przerwaniu procesu reprodukcji społecznych nierówności.
Komercjalizacja edukacji ma uniemożliwić realizację interesu emancypacyjnego, pozbawić edukację nastawionego na zmianę potencjału.
Równość szans to za mało
Dr Przemysław Sadura: - Dosyć często kładzie się nacisk na równość szans w dostępie do edukacji i ewentualnie zabezpieczeniu przed dyskryminacją grup mniejszościowych. Jeżeli warunki te są spełnione, zakłada się, że system edukacyjny nie wymaga dalszej interwencji. W myśleniu tym tkwi fundamentalny błąd. (...) Szkoła od początku ma do czynienia z osobami, których możliwości nie są równe. Dlatego równy dostęp do szkoły i równość szans nie rozwiązują problemu - są częścią problemu. System edukacyjny po prostu powiela różnice klasowe, przekazuje je kolejnemu pokoleniu. Mamy tu do czynienia z pojęciem habitusu klasowego.
Przez habitus rozumiemy wszystko, co skłania jednostki do zdobywania wykształcenia na miarę aspiracji zgodnych z etosem klasowym. Nauczyciele często nieświadomie przyczyniają się do reprodukcji tych różnic klasowych. Za każdym razem, gdy nagradzają dzieci, które opanowały dobrze jakąś partię wiedzy albo każą dzieci, które z różnych przyczyn tej wiedzy nie opanowały, zapominają, że wiedza ta jest w dużym stopniu nie wynikiem pracy dzieci, lecz kapitału, który wyniosły z własnego domu.
Jak oceniać nauczycieli?
Sławomir Broniarz: - Jest rzeczą znamienną, że w wielu szkołach, które w różnego rodzaju rankingach lokują się w samej czołówce, pojawia się dyskusja, jaki jest w tym sukcesie udział nauczyciela, a jaki dziecka, jego zaplecza rodzinnego, środowiskowego. Niektórzy twierdzą, że wynagrodzenie nauczycieli powinno się powiązać z oceną jakości ich pracy. Wydaje się to ze wszech miar dyskusyjne, ponieważ trudno ocenić na takim samym poziomie wydajność pracy nauczyciela z gimnazjum na Twardej w Warszawie i nauczyciela uczącego na odległym Targówku, gdzie uczniowie dysponują zupełnie innym potencjałem. Jakość pracy tego nauczyciela mierzona np. olimpiadami i konkursami, jest niewspółmierna. Mamy świetnych nauczycieli, którzy nigdy nie wychowają olimpijczyków. W ich przypadku powinno się mierzyć poziom dziecka „na wejściu” do szkoły i „na wyjściu” z niej. Okazałoby się, że postęp jest tu zdecydowanie większy niż w przypadku renomowanych szkół, do których chodzi wyselekcjonowana młodzież.
To jest polityka
P. Sadura: - Komercjalizacja uderza w system edukacyjny z obu stron – od strony studiów wyższych i doktoranckich, gdzie toczy się walka o to, czy będą one totalnie podporządkowane logice ekonomicznej i od dołu, od żłobków, przedszkoli, gdzie próbuje się niedobór instytucji edukacyjnych finansowanych z budżetu państwa zastąpić przedszkolami prywatnymi. Przed komercjalizacją bronią się jeszcze poziomy środkowe systemu edukacyjnego, ale jeśli komercjalizacji nie da się powstrzymać na poziomie studiów doktoranckich i wyższych, a także żłobka i przedszkola, to za chwilę będziemy mieli do czynienia ze zwiększającą się presją na zmiany w nauczaniu także na poziomie podstawowym i średnim.
A. Dziemianowicz-Bąk: - Komercjalizacja edukacji jest zagrożeniem nie oderwanym od szerszego, bardziej złożonego modelu strategii politycznej. Jest to zagrożenie silnie związane z ideologią neoliberalną.
(not. PS)
Ten tekst jest skróconą wersją artykułu opublikowanego w GN nr 23 z 9 czerwca br.
Znajdź na stronie
Ostatnie aktualności
Newsletter
Jeśli chcesz otrzymywać informacje z naszego serwisu, zapisz się na listę mailingową.







