Przyszłość w e-szkole

Przyszłość szkoły to nowe technologie (IT) w o wiele szerszym wymiarze niż e-dziennik. Ale żeby tak się stało, nie wystarczy sama aktywność nauczycieli oraz organizacji pozarządowych. Potrzebne jest jeszcze systemowe wsparcie ze strony państwa.

Konferencja "e-Szkoła - nowy paradygmat wykorzystania technik informatycznych w edukacji", odbyła się 9 czerwca w warszawskim Pałacu Prymasowskim. Organizatorami byli: Fundacja Edukacja dla Demokracji, program "Partnerstwo dla Przyszłości" firmy Microsoft oraz firma Intel. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęli: minister edukacji narodowej oraz marszałek województwa mazowieckiego.

Patronem medialnym imprezy był Głos Nauczycielski

W dyskusji o innowacyjności szkół oraz sposobach wykorzystania najnowszych technologii w nauczaniu wzięli udział przedstawiciele władz oświatowych i samorządowych, dyrektorzy i nauczyciele szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, eksperci edukacyjni oraz dzienikarze. Gościem specjalnym konferencji był Jan Muehlfeit, Chairman Europe firmy Microsoft. - Żyjemy w zglobalizowanym świecie. Nasze dzieci będą konkurowały o pracę na światowych rynkach w o wiele większym stopniu niż my. Dlatego edukacja jest tak ważna - mówił Jan Muehlfeit w specjalnym wystąpieniu. - Ale paradoksem jest to, że dzieci w domach wykorzystują komputer z dostępem do interentu, a szkoła nadal opiera się na tablicy z kredą - podkreślał.Jak wygląda w polskich szkołach dostęp uczniów oraz nauczycieli do nowych technologii? Coraz lepiej, ale wiele trzeba jeszcze poprawić.

Z badań Mazowieckiego Kuratorium Oświaty wynika, że aż 94 proc. mazowieckich szkół nie posiada własnej e-platformy, a 64 proc. szkół nie skierowało swoich nauczycieli na szkolenia e-learningowe. Kto zatem powinien odpowiadać za wprowadzanie IT do klas: dyrektorzy szkół, gminy czy ministerstwo edukacji? Według Janusza Krupy, przedstawiciela ministerstwa edukacji, ten obowiązek spoczywa przede wszystkim na gminach. - Resort tworzy jedynie prawo, które ma znosić bariery do wprowadzania e-szkoły. Teraz są potrzebne odważne decyzje, ale na poziomie regionalnym. To gminy są odpowiedzialne za wyposażenie szkół - stwierdził. Uznał, że także nic nie stoi na przeszkodzie, by nauczyciele na lekcjach stosowali nowe technologie, bo, zgodnie z nową podstawą programową, mają w swojej pracy wykorzystywać IT.

Inny pogląd wyrażali pozostali uczestnicy konferencji. - Jestem nauczycielką angielskiego. Poprosiłam dyrektora o dokształcanie w zakresie informatyki, bo nie chcę mniej wiedzieć od swoich uczniów. Usłyszałam, że nie ma takiej potrzeby - mówiła 50-letnia anglistka ze Śląska (prosiła o anonimowość). - Dlatego standardy dotyczące wyposażenia szkół, treści i kompetencji nauczycieli powinny być definiowane na szczeblu centralnym - stwierdził Dariusz Stachecki, dyrektor gimnazjum im. F. Szołdrskiego w Nowym Tomyślu. - Potrzebne są także warunki formalnoprawne, które ułatwią implementację nowych technologii w proces kształcenia. Krytyczne słowa pod adresem MEN padły także z ust byłego wiceministra edukacji Krzysztofa Stanowskiego, dziś pracującego w Fundacji Edukacja dla Demokracji. - Pod względem IT resort jest 10 lat wstecz w stosunku do np. administracji - mówił. - Ministerstwo dało wolność organom prowadzącym szkoły, nie zapewniając im standardów. W żadnym z ministerialnych projektów technologie nie były i nie są na pierwszym miejscu - mówił Stanowski.

 

(...)

To fragment tekstu, który  ukazał się w Głosie Nauczycielskim (nr 24/2010)