(11.02) 36 osób w klasie? To efekt "podwójnego rocznika" w Warszawie

 

Nawet 36 osób mogą liczyć klasy pierwsze w szkołach średnich w Warszawie, gdy 1 września 2019 r. trafi do nich tzw. podwójny rocznik. Na samą modernizację pomieszczeń szkolnych i zakup pomocy dydaktycznych oraz sprzętu stołeczny ratusz wyda ok. 30 mln zł

 

Władze Warszawy szykują się na przyjęcie do szkół średnich tzw. podwójnego rocznika - absolwentów klasy ósmej szkoły podstawowej oraz klasy trzeciej gimnazjów. Zgodnie z reformą minister Anny Zalewskiej, uczniowie ci mają podlegać osobnej rekrutacji. MEN od dawna zapewnia, że problemu nie ma, a szkoły średnie mają miejsce dla wszystkich młodych ludzi.

 

Co innego twierdzą jednak samorządy, w tym Warszawa, która chyba najmocniej w Polsce zderzy się z problemem tzw. podwójnego rocznika. - To jest ogromny wysiłek organizacyjny – dla dyrektorów szkół, pracowników oświaty w dzielnicach i dla nas wszystkich, samorządowców. Sprawdzaliśmy, ile miejsc możemy przygotować, jak mamy zorganizować naukę dla uczniów, żeby mimo "deformy" zafundowanej nam przez obecny rząd, jak najmniej ucierpiała na tym młodzież i nauczyciele – oceniła dziś Renata Kaznowska, wiceprezydent m.st. Warszawy.

 

W Warszawie uczniowie będą się ubiegali o miejsca w 95 liceach, 45 technikach i 21 branżowych szkołach I stopnia. Szkoły i samorządowcy robią wszystko, by wszyscy młodzi ludzie mogli realizować swoje plany edukacyjne w warszawskich szkołach. Miasto stara się wygospodarować przestrzeń i modernizować klasy. Nie obejdzie się bez zwiększenia - i to znacznego - liczebności klas. W szkołach średnich zaplanowano 43 tys. miejsc, co oznacza, że klasy będą liczyły 32-34 osoby, a w niektórych przypadkach nawet 36 osób (np. w VI LO im. Tadeusza Reytana, czy XXV LO im. Józefa Wybickiego). Najwięcej miejsc, bo 7,9 tys., wygenerowano w szkołach, które powstały z połączenia z gimnazjum. Dodatkowo 7 samodzielnych gimnazjów przekształcono w szkoły ponadpodstawowe (co dało 3,4 tys. miejsc). W ten sposób pozyskano w sumie 11,3 tys. miejsc.

 

Uczniowie wielu stołecznych szkół średnich będą musieli przygotować się na pracę od wczesnego poranka do późnych godzin popołudniowych. Dla przykładu, zajęcia obowiązkowe w II LO im. S. Batorego będą się odbywały od godziny 8.15 do godziny 17.30, w XXVII LO im. Tadeusza Czackiego - od godz. 7.25 do 16.25, w LXVII LO im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego - od 7.30 do 17.00, w V LO im. ks. Józefa Poniatowskiego - od 8.15 do 17.00, w Technikum Mechatronicznym nr 1 - od 8.00 do 17.30, a w Technikum Elektronicznym nr 1 - od 8.00 do 17.00.

 

48 procent miejsc w szkołach średnich stołeczna oświata przeznaczy dla absolwentów gimnazjów, a 52 procent - dla absolwentów szkół podstawowych. W liceach ratusz zaplanował 27,8 tys. miejsc, technikach – 12,6 tys., a w branżowych szkołach – 2,5 tys. miejsc. W podziale miejsc uwzględniono duże zainteresowanie stołecznymi szkołami ze strony młodzieży z gmin podwarszawskich.

 

– Śródmieście to edukacyjne centrum Warszawy. Oznacza to, że nasza dzielnica zostanie w sposób szczególny dotknięta konsekwencjami rządowej reformy oświaty. Całkowite uchronienie środowiska szkolnego przed jej negatywnymi skutkami nie jest możliwe – ocenił Krzysztof Czubaszek, burmistrz dzielnicy Śródmieście. – Budynki nie są z gumy, wisi nad nami widmo dwuzmianowej nauki, na rynku brak jest wystarczającej liczby wysoko wykwalifikowanych nauczycieli. Zapewniam jednak, że zrobimy wszystko, aby utrzymać pozycję lidera krajowej i warszawskiej oświaty. Nie zawiedziemy naszych mieszkańców – dodał.

 

Miasto zwróciło uwagę na fakt, że mimo starań, młodym ludziom będzie trudniej dostać się do wymarzonej szkoły niż to było w poprzednich latach. Nie we wszystkich szkołach średnich udało się bowiem podwoić liczbę oddziałów. Dla przykładu, w renomowanym Liceum Ogólnokształcącym im. S. Batorego obecnie jest 7 pierwszych klas, a w przyszłym roku szkolnym zaplanowano 12 (6 dla gimnazjalistów i 6 dla ósmoklasistów), czyli o jedną klasę mniej na rocznik. Nie we wszystkich szkołach liczba oddziałów będzie też proporcjonalna (po tyle samo klas pierwszych dla absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych).

 

Warszawa obawia się, czy szkołom uda się zebrać odpowiednią kadrę, żeby kształcić tak dużą grupę młodzieży. Władze stolicy szacują, że zabraknie ok. 370 pedagogów - 160 w liceach, 188 w technikach i 22 w szkolach branżowych I stopnia.  

 

Dlatego jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego były podwyżki dla nauczycieli stażystów i kontraktowych. Warszawa chce w ten sposób przyciągnąć do pracy w swoich szkołach absolwentów uczelni oraz zatrzymać w zawodzie już obecnie pracujących nauczycieli. W 2019 r. nauczyciele kontraktowi z tytułem magistra i przygotowaniem pedagogicznym otrzymają ze środków miasta 270 zł brutto podwyżki wynagrodzenia zasadniczego, a nauczyciele stażyści z tymi samymi kwalifikacjami - 250 zł brutto. Na ten cel miasto przeznaczyło 39 mln zł, a podwyżki objęły łącznie 9,6 tys. osób. Miasto rozmawia też z rektorami uczelni wyższych na temat możliwości zatrudnienia w szkołach pracowników akademickich i doktorantów. Dyrektorzy szkół starają się natomiast przekonać nauczycieli, którzy uzyskali już uprawnienia emerytalne, żeby jeszcze zostali w zawodzie lub wrócili do pracy w szkole.

 

Zafundowane szkołom przez Annę Zalewską zmiany będą kosztowały Warszawę ogromne pieniądze. Z powodu "podwójnego rocznika" szkoły czeka konieczność modernizacji pracowni przedmiotowych, zawodowych, klas, a także zakup pomocy dydaktycznych, sprzętu i mebli. Jak oszacowano, koszty tylko tych zmian mogą wynieść 30 mln zł. Potrzebną kwotę miasto będzie prawdopodobnie musiało znaleźć we własnym budżecie, ponieważ - jak podkreślił ratusz - "na razie nie widać żadnej dobrej woli ze strony rządu, aby zrefundować te wydatki". W tym roku Warszawa przeznaczy na edukację rekordową kwotę, bo aż 4,9 mld zł. To największa pozycja w budżecie miasta.

 

(PS, GN)