(31.01) Kto odpowiada za niskie pensje? Zalewska ma listę winnych

Bez żadnych nowych propozycji poszła dziś minister edukacji Anna Zalewska na negocjacje płacowe z przedstawicielami związków zawodowych. Jej zdaniem, za "złość, irytację, niezadowolenie nauczycieli" odpowiadają samorządy, twórcy subwencji oświatowej w 2000 r. oraz autorzy Konstytucji RP z 1997 r.

 

- Mamy dobre wiadomości. Potwierdzam, około miliard złotych dodatkowych pieniędzy w roku 2019 na kolejne podwyżki dla nauczycieli. To podwyżki we wrześniu 2019 r. a nie w styczniu 2020. Czyli mamy dwie podwyżki w 2019 r. - oświadczyła dziś minister Zalewska przed rozpoczęciem rozmów na temat wzrostu wynagrodzeń nauczycieli ze związkami zawodowymi: ZNP, FZZ i oświatową "Solidarnością" w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" w Warszawie. - Jesteśmy po długich analizach, żmudnym liczeniu z Ministerstwem Finansów - dodała. Szefowa MEN nie poszła jednak na żadne dodatkowe ustępstwa. Ten "dodatkowy miliard złotych" to zapowiedziana już wcześniej podwyżka w wysokości 5 proc. przesunięta ze stycznia 2020 r. na wrzesień 2019 r.

 

Ministerstwo edukacji jest przekonane, że dodatkowe pieniądze dla nauczycieli powinny ewentualnie zagwarantować nauczycielom samorządy. - Chcemy przywrócić obowiązek corocznego uchwalania na poziomie samorządów regulaminów wynagradzania nauczycieli w uzgodnieniu ze związkami zawodowymi. Złość, irytacja, niezadowolenie nauczycieli bierze się m.in. z tego, że w jednej gminie, w jednym powiecie spotykają się nauczyciele z bardzo zróżnicowanymi dodatkami, na które to dodatki nie ma wpływu ministerstwo edukacji - orzekła Anna Zalewska próbując przerzucić odpowiedzialność za nauczycielskie pensje z MEN-u na samorząd. Ministerstwo będzie teraz analizowało dodatki wypłacane nauczycielom. Część swojej pracy już pokazało dziennikarzom. Według MEN, np. w Słupsku minimalny dodatek motywacyjny wynosi 20 zł, a maksymalny - 1950 zł, w gminie Tczew - minimalny dodatek motywacyjny to 658 zł, a maksymalny 1658 zł, w Łodzi zaś rozbieżności te mają wynosić od 20 do 1500 zł.  - To jest przede wszystkim powód rozgoryczenia nauczycieli - stwierdziła minister edukacji.

 

A tak w ogóle, to winę za problemy z nauczycielskimi wynagrodzeniami ponoszą rządzący w 2000 r., którzy stworzyli obowiązujący dziś system wynagradzania oraz twórcy Konstytucji RP z 1997 r., ponieważ wprowadzili zdecentralizowany model polskiego samorządu. Ministerstwo edukacji za czasów Zalewskiej próbowało ten system zmienić, ale - według szefowej MEN - samorządy i związki nie paliły się do zmian. - Stąd ostateczną pensję ustala samorząd - oceniła Zalewska. Jej zdaniem, samorząd powinien teraz podwyższyć nauczycielom dodatki o podobny wskaźnik, co podwyżki zaserwowane pedagogom przez rząd.

 

MEN ma też inne pomysły. - Po pierwsze, zwiększenie płatnych godzin do dyspozycji dyrektora - stwierdziła Zalewska. Chodzi o jedną godzinę w klasach I-III, jedną godzinę w klasach IV-VIII i jedną godzinę w liceum. - Co to oznacza dla nauczyciela? Właściwie każde zajęcie dodatkowe płatne, zajęcia rozwijające zdolności uczniów, jak również zajęcia wspierające - wyjaśniła szefowa MEN.

 

Nowy dodatek mają otrzymać młodzi nauczyciele. - Potwierdzamy, ustaliliśmy to z Ministerstwem Finansów, nowe świadczenie dla nauczyciela stażysty "Stażyście na start". To 1000 zł jednorazowego świadczenia w pierwszym i drugim roku - mówiła szefowa MEN. Nie wyjaśniła jednak, dlaczego w takim razie zlikwidowała niedawno dodatek na zagospodarowanie w wysokości dwóch pensji zasadniczych wypłacaną nauczycielom kontraktowym.

 

Anna Zalewska powtórzyła też swoją zapowiedź sprzed kilku tygodni o rozszerzeniu dodatku za wyróżniającą pracę na wszystkich nauczycieli, a nie tylko dyplomowanych. Dodatek ten jednak ma się pojawić dopiero od 1 września 2020 r. w symbolicznej wysokości, a w pełnej - od 1 września 2022 r. - Dodatek za wyróżniającą pracę, proszę zauważyć, tu są konkretne kwoty. Na te kwoty nie będzie miał wpływu samorząd, nie będą one od nikogo uzależnione - oświadczyła minister edukacji. Nie wszyscy nauczyciele otrzymają jednak dodatek w takiej samej wysokości. Nauczycielowi kontraktowemu ma przysługiwać dodatek za wyróżniającą pracę w wysokości 200 zł, mianowanemu - 400 zł, a dyplomowanemu - 500 zł.

 

"Pani Minister, powodem niezadowolenia nauczycieli są niskie pensje zasadnicze a nie dodatki! Dlatego domagamy się wzrostu płacy zasadniczej o 1000 zł! Stawki wynagrodzenia zasadniczego ustala corocznie minister edukacji w rozporządzeniu płacowym!" - tak ZNP ocenił zapowiedzi minister Zalewskiej. Zdaniem Związku, nie można przerzucać odpowiedzialności za wynagrodzenia nauczycieli na samorządy. "Szefowa MEN przedstawiła tylko propozycje zastępcze, które już znamy jak np. dodatek dla stażystów (w 2018 r. minister edukacji zlikwidowała dodatek na zagospodarowanie dla młodych nauczycieli!). Te propozycje nie zwiększają o 1000 zł wynagrodzenia zasadniczego ustalanego corocznie przez ministra edukacji!" - podkreślił Związek.

 

Anna Zalewska zapewniła też, że 5-procentową podwyżkę obiecaną nauczycielom od stycznia 2019 r., pedagodzy zobaczą na swoich kontach w lutym br., gdy tylko prezydent Andrzej Duda podpisze ustawę budżetową.

 

Do 10 lutego br. mają trwać negocjacje ze związkami zawodowymi. Do 30 kwietnia br. mają się zakończyć "prace rządowe" nad pakietem zmian w prawie, a do 30 czerwca - parlamentarne, żeby 1 września zmiany weszły w życie.

 

(PS, GN)