Bywa, że gmina spłaca jeszcze kredyt zaciągnięty na budowę gimnazjum, a gimnazjum już nie ma

Coś tracimy

 

z Markiem Olszewskim, przewodniczącym Związku Gmin Wiejskich RP i starostą toruńskim, rozmawia Justyna Wojciechowska-Narloch

 

 

Mamy kolejny rok wdrażania reformy edukacji, w którym ostatecznie pożegnamy gimnazja. Ta reforma nie jest dla gmin bezkosztowa. Trzeba było przystosować budynki, zapłacić odprawy zwalnianym nauczycielom, wyposażyć pracownie. Ile z tych wydatków MEN zrekompensowało samorządom?

– Rekompensaty wprost nie zauważyliśmy. Poszczególne kategorie kosztów związanych z prowadzeniem zadań oświatowych i kosztów reformy są ulokowane w różnych miejscach. Zasadnicza jest tu subwencja oświatowa, zwiększana w kolejnych latach, która na ogół wystarcza jedynie na pokrycie wypłat wynagrodzeń nauczycielskich. Jest też rezerwa subwencji, która stanowi 0,4 proc. z całej kwoty przeznaczonej w budżecie państwa na zadania oświatowe. I w niej ujęte są pieniądze na przystosowanie i urządzenie np. pracowni przedmiotowych czy gabinetów pielęgniarskich. Są to jednak stosunkowo niewielkie pieniądze, które nie pokrywają kosztów ponoszonych przez gminy. Samorządy muszą więc w dużym stopniu finansować koszty wdrażania reformy z własnych dochodów. W związku z tym trudno mówić o jakiejkolwiek rekompensacie. Czegoś takiego po prostu nie ma.

 

 

(...)

 

Cała rozmowa - tylko w Głosie (nr 3, e-wydanie)