(10.01) Zalewska wyszła z negocjacji. "Solidarność" razem z nią

 

Minister edukacji Anna Zalewska niespodziewanie opuściła zorganizowane przez siebie rozmowy płacowe z nauczycielskimi związkami zawodowymi. Razem z szefową MEN z sali wyszli przedstawiciele "Solidarności"

 

Dziś o godz. 11.00 miały się rozpocząć negocjacje płacowe z minister edukacji Anną Zalewską w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" im. A. Bączkowskiego w Warszawie. Szefowa MEN wystosowała zaproszenie do ZNP, Forum Związków Zawodowych i oświatowej "Solidraności". Na czwartkowym spotkaniu Związek Nauczycielstwa Polskiego reprezentował cały Zarząd Główny, którego członkowie przybyli do "Dialogu" ubrani w żółte kamizelki.

 

Do rozmów jednak nie doszło, ponieważ Anna Zalewska... opuściła salę. "Jej zdaniem jest nas za dużo. Na negocjacje przyjechał Zarząd Główny ZNP. Jesteśmy razem z FZZ gotowi do rozmów, czekamy. Oświatowa Solidarność wyszła z sali razem z minister edukacji" - poinformował ZNP.

 

- Pani minister wbrew ustawie o Radzie Dialogu Społecznego postanowiła, że tylko wybrani reprezentanci związków zawodowych mogą wziąć udział w spotkaniu. Odrzuciła możliwość spotkania z całym Zarządem Głównym. W związku z tym ZNP i FZZ pozostały na sali. Czekamy na opinię i stanowisko pani minister - ocenił prezes ZNP Sławomir Broniarz. - To pokazuje, że resort edukacji ma wyłącznie złą wolę. Nie chce rozwiązać konfliktu, ale tylko różnego rodzaju manewrami, manipulacjami wpływać na to, żeby partnerzy społeczni reagowali na ich warunkach. ZNP postanowił pozostać na sali, która została wyznaczona przez ministra edukacji do rozmów. Tutaj przyszło całe kierownictwo Związku, bo dla nas te rozmowy są najistotniejsze. To być albo nie być nauczycieli. Czekamy na panią minister - dodał.

 

- Pierwszy raz spotkaliśmy się z sytuacją, w której konstytucyjny minister próbuje ustawić, jaka ma być reprezentacja związku zawodowego na rozmowach. Solidaryzujemy się z kolegami z ZNP, bo nie może być tak, żeby minister wyznaczał skład delegacji związkowej. Być może są to nawyki wynikające z kontaktów z innymi centralami związkowymi, ale dla nas są to kwestie nie do przyjęcia - podkreślił Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Branży Nauki i Oświaty Forum Związków Zawodowych. - Żądamy, żeby minister kontynuowała rozmowy, na które nas zaprosiła. Przypomnę, że dzisiejsze spotkanie zostało zwołane z inicjatywy minister Zalewskiej. Oczekujemy rozwiązania naszych problemów płacowych, a nie prowadzenia dyskusji o wszystkim, o ideach itp. To, co robi minister Zalewska, jest prostą ścieżką do wygenerowania potężnego konfliktu. Dzisiejsza decyzja minister Zalewskiej skłania nas do podjęcia decyzji o wszczęciu sporu zbiorowego - dodał.

 

- Organizacje związkowe, które dziś przybyły na rozmowy z panią minister, są reprezentatywnymi organizacjami związkowymi w rozumieniu prawa. ZNP ma upoważnienie, ma prawo do negocjacji i rozmów. Zdumiewa mnie, że konstytucyjni ministrowie łamią prawo, ustawy, jawność dialogu społecznego. Dialogu społecznego nie można utajniać, nie można go prowadzić tylko z grupami, które się samemu wskaże. Nie ma tu z nami związku "Solidarność", bo prawdopodobnie jego przedstawiciele poszli na kuluarowe rozmowy. Oczekujemy jawności rozmów - podsumował Jan Guz, przewodniczący OPZZ i wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego. Jego zdaniem, sytuacja w kraju jest gorąca i cała sfera budżetowa, w tym nauczyciele, walczy o wzrost wynagrodzeń. - Nie można łamać polskiego i europejskiego prawa do dialogu, konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy nie rozmawiając lub stawiając warunki dotyczące tego, z kim się rozmawia i o czym się rozmawia. Kierujemy sprawę do rządu, żeby premier w trybie pilnym interweniował u swojego ministra. To nie związki zawodowe hamują rozmowy i dialog, ale rząd i konstytucyjni ministrowie. Nie możemy na to pozwolić. Oczekujemy, że pani minister przyjdzie i oprócz "dzień dobry" będzie miała coś więcej do powiedzenia - oświadczył Jan Guz.

 

- Po raz pierwszy spotykamy się z sytuacją, w której w fazie negocjacji płacowych pani minister wybrała sobie partnera do rozmowy. To rzecz zdumiewająca. Czekamy na panią minister, na przedstawicieli resortu edukacji - stwierdził prezes ZNP. - Do tej pory nie wiemy, z czym pani minister ma do nas przyjść. Pani minister nie wiedzieć czemu, sama wskazała organizacje, z którymi uważa, że powinna rozmawiać, czy też, że mogą to być maksymalnie 3-4 osoby z każdej organizacji. Ustawa o związkach zawodowych mówi jednak, że to ciało statutowe związku decyduje, kto w jej imieniu będzie prowadził rozmowy - dodał.

 

Przypomniał, że ZNP i FZZ wielokrotnie próbowały nawiązać kontakt z "Solidarnością", tak, by wszystkie związki działające w oświacie stworzyły jeden front w rozmowach z minister Zalewską. Wszystkie te próby zakończyły się jednak fiaskiem. Sławomir Broniarz zapewnił, że ZNP i FZZ nadal wyciągają do "Solidarności" rękę. - Nie dziwię się, że reprezentacja "Solidarności" musiała wyjść z sali z Zalewską. Jestem przekonany, że to nie jest decyzja przewodniczącego Ryszarda Proksy, ale decyzja "góry" "Solidarności". Po co była ta manifestacja? Po co była ta demonstracja i wspólne wyjście z minister Zalewską? Środowisko nauczycielskie oczekuje jedności. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby "Solidarność", nawet prezentując swój punkt widzenia, pokazała, że bieda nauczycielska nie ma ani barw związkowych ani barw politycznych i jest w stanie z nami rozmawiać. Bo nie różnimy się niczym, jeżeli chodzi o naszą sytuację, oczekiwania. Apeluję do moich koleżanek i kolegów w szkołach, przedszkolach i placówkach oświatowych: pracujmy razem z "Solidarnością" i nie patrzmy na to, co robi kierownictwo tego związku zawodowego - przypomniał prezes ZNP.

 

Wraz z ok. 70 przedstawicielami ZG ZNP na negocjacje z minister Zalewską przybyła też grupa młodych nauczycielek, które przypomniały, że w tej chwili toczy się walka o ich być albo nie być w zawodzie i przyszłość wszystkich młodych ludzi wiążących swoją przyszłość z oświatą.

 

- Chodzi o obalenie mitów i pokazanie prawdy, ile zarabiamy. Młodzi ludzie w tym zawodzie mają 4-5 tytułów magistra i oferuje im się pensję w wysokości 2 tys. zł. Plus do tego gigantyczna odpowiedzialność. Nie godzimy się na to. Ten zawód zacznie wymierać śmiercią naturalną, ponieważ ciężko przekonać młodych ludzi do pracy w szkole za stawkę 2 tys. zł. Przyniosłam ze sobą paski, dyplomy. Mam trzy dyplomy magistra w kierunkach pedagogicznych, pięć specjalizacji i po trzynastu latach pracy dostaję 2100 zł "na rękę". Albo będę tu i teraz walczyła albo będę musiała się pożegnać z tym zawodem, ponieważ nie jestem w stanie za takie pieniądze utrzymać dwójki dzieci. Szczególnie, że narasta we mnie frustracja, a wraz z frustracją zaczynam martwić się o swoje zdrowie. Zmagamy się z ogromnym stresem, a nikt nas nie rozumie - opowiadała Anna Zając, nauczycielka języka angielskiego z jednej ze szkół podstawowych w Warszawie.

 

Po zakończeniu negocjacji rozpocznie się posiedzenie Zarządu Głównego ZNP w siedzibie ZNP, na którym Związek podejmie decyzję o harmonogramie i formach protestu w oświacie.

 

(PS, GN)