Wywiad: Wkrótce zabraknie chętnych do pracy w szkole

Z Mariuszem Chodorkiem, absolwentem Cieszyńskiego Instytutu Sztuki na kierunku rzeźba, projektantem grafiki użytkowej oraz nauczycielem plastyki i wiedzy o kulturze z 17-letnim stażem, rozmawia Katarzyna Piotrowiak

 

„Po co nam plastyka w szkole”, „Nie wszyscy mają talent”, „Plastyka – tak, oceny – nie” – takie opinie rodziców uczniów można znaleźć w internecie. Niektórzy uważają, że ich dzieci mogą się obejść bez tego przedmiotu. A jak Pan ocenia plastyczne talenty uczniów?

–  Nie skupiam się wyłącznie na talencie ucznia. Nie jesteśmy w Akademii Sztuk Pięknych, ale też nie lubię sam wystawiać ocen. Dlatego robimy to wspólnie z uczniami na lekcjach. Każdy, oprócz ocenianego, może powiedzieć co myśli o pracy kolegi, czy go zaciekawiła, czy jest staranna. Potem każdy proponuje ocenę. Talent się przydaje, ale w tym wypadku oceniamy wiele zmiennych.

 

A jak uczeń powie, że praca jest beznadziejna, bo akurat nie lubi ocenianego kolegi?

– Wtedy wkraczam i tłumaczę, żeby tak surowo nie oceniał, bo zaraz to samo może i jego spotkać. Ostateczna decyzja i tak należy do mnie.

 

Stawia Pan szóstki?

– Rzadko, ale stawiam. Szansę na najwyższą ocenę ma osoba zaangażowana, która zrobi więcej, niż wymagam. Zawsze zaznaczam, ile trzeba zrobić na konkretną ocenę. Załóżmy, że tematem jest kompozycja graficzno-liternicza, np. plakat filmowy. Jeśli ktoś przygotuje dwie takie prace na odpowiednim poziomie, wówczas z uśmiechem stawiam ocenę celującą.

(...)

Cały tekst przeczytasz w Głosie nr 1-2/2019 i w e-wydaniu