Rozmowa: Warto się odważyć

Z Lucyną Furdykoń, nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej i tyflopedagogiem ze Szkoły Podstawowej nr 3 w Nysie, nominowaną do tytułu Nauczyciel Roku 2018, rozmawia Halina Drachal

 

Co było wcześniej: nauczanie wczesnoszkolne czy tyflopedagogika?

– Nauczanie początkowe po Studium Nauczycielskim. Tyflopedagogika doszła później jako wynik splotu okoliczności. Najpierw do mojej klasy trafiła niewidoma dziewczynka.

 

Jak to się stało, że niewidome dziecko przyszło do zwykłej rejonowej szkoły?

– Jej rodzice bardzo obawiali się rozstania z nią, a tak by się stało, gdyby podjęła naukę w specjalistycznym ośrodku. U nas, w Nysie, nie ma szkoły dla dzieci niewidomych i niedowidzących, najbliższa jest we Wrocławiu. We Wrocławiu musiałaby zamieszkać w internacie. Dodanie dziecku kolejnej traumy związanej z rozstaniem z domem było dla nich za trudne. Robili więc wszystko, by mogła być z nimi. A ja w tym czasie urodziłam swoją córkę, która była wcześniakiem. Może dlatego dobrze rozumiałam ich lęk i postanowiłam podjąć się pracy z niewidomym dzieckiem. Kompletnie zresztą nie zdając sobie sprawy, co to oznacza. Nie byłam do tego przygotowana, ale od razu dostałam pomoc w postaci, jakbyśmy to dziś określili, nauczyciela wspomagającego. Wtedy rodzice sami wyszukali i zatrudnili opiekunkę dla Marysi.

Moja szkoła podpisała umowę ze szkołą dla dzieci niewidomych i słabowidzących we Wrocławiu. Marysia była przypisana do dwóch szkół, miała swoją klasę u nas i u nich. Raz w tygodniu jeździła do Wrocławia, by sprawdzić to, co robiłam z nią przez pozostałe dni. Nie miałam w owym czasie ukończonej tyflopedagogiki, więc taka kontrola i dla mnie była bardzo ważna. Ja też jeździłam na konsultacje do wrocławskich nauczycieli, ściśle z nimi współpracowałam.

(...)

Całą rozmowę przeczytasz w Głosie nr 1-2/2019 i w e-wydaniu