Ukraiński optymizm

Łódź potrafi napędzić niezłego stracha. Zanim przeprowadziłem się do tego miasta z małej mazowieckiej miejscowości (200 razy mniejszej), słyszałem opowieści z piekła rodem. Sprawdziły się prawie wszystkie ostrzeżenia, szczególnie gdy zamieszkałem w centrum, ale o jednym mi nie powiedziano. Że na sąsiadów można liczyć.

 

Dzisiaj czuję się jak stary łodzianin, mam pochowaną matkę na pobliskim cmentarzu, znalazłem żonę, urodziło mi się dziecko, jestem traktowany jak tutejszy. Chodzę sobie z psem po osiedlu, pozdrawiam sąsiadów i obserwuję, jak jedni się wyprowadzają, a inni wprowadzają. Ostatnio przybyli na nasz teren Ukraińcy. Dorosłych nie spotkało nic złego, jednak dzieci mają przechlapane. A najbardziej najmłodsze. Prawie co rano obserwuję, jak maluchy pchają się do szkolnego busa, krzycząc przy tym, że „Ukrain ma stanąć na końcu”. Owym „Ukrainem” jest ośmioletnia dziewczynka, którą przyjęto do pobliskiej szkoły podstawowej.

(...)

Dariusz Chętkowski

Cały tekst przeczytasz w Głosie nr 1-2/2019 i w e-wydaniu