(3.01) W Poznaniu nauczyciele zaprotestowali. Nie ma próbnych matur

 

W niektórych poznańskich liceach nauczyciele postanowili zaprotestować przeciwko niskim płacom. Efekt - odwołana próbna matura

 

Uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. św. Marii Magdaleny w Poznaniu mieli dziś napisać próbną maturę. Otrzymali wprawdzie arkusze egzaminacyjne, ale na tym się skończyło. Nauczyciele tej szkoły postanowili bowiem - w ramach protestu - zrezygnować z przeprowadzenia próbnej matury. Podczas spotkania z uczniami ich profesorowie wyjaśnili motywy takiej decyzji. Inne lekcje i zajęcia w liceum odbyły się normalnie. Także w następnych dniach nauczyciele mają jedynie przekazać uczniom arkusze egzaminacyjne z kolejnych przedmiotów.

 

Według dyrektora szkoły, nauczyciele zaprotestowali w ten sposób przeciwko sytuacji w oświacie i niskim zarobkom, a o takiej, a nie innej formie zdecydowano jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia.

 

LO im. św. Marii Magdaleny nie było jedyną szkołą w Poznaniu, która zdecydowała się na taki krok. Z próbnej matury zrezygnowano też w I LO im. Karola Marcinkowskiego.

 

Między 3 a 7 stycznia odwołano natomiast zajęcia dydaktyczne w Szkole Podstawowej nr 35 w Poznaniu z powodu nieobecności 33 z 52 nauczycieli, którzy skorzystali ze zwolnień lekarskich. To ciąg dalszy protestu, jaki przelewa się przez szkoły i przedszkola w całej Polsce od połowy grudnia ub.r. Tylko we Wrocławiu 17 grudnia ub.r. trzeba było zamknąć 12 przedszkoli, a w 13 innych stworzyć grupy łączone. Nauczyciele - zwolennicy tej formy protestu nie ukrywali, że wzięli przykład z niedawnego strajku policjantów, którzy korzystając na masową skalę ze zwolnień lekarskich wymusili tuż przed świętem 11 listopada podwyżki oraz ustępstwa ze strony Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Na początku grudnia ub.r. rozpoczął się natomiast protest pracowników administracji w sądach. W efekcie, w całej Polsce sądy zostały sparaliżowane. I tutaj Ministerstwo Sprawiedliwości musiało przystąpić do rozmów z pracownikami sądów. "Żądamy 1000 zł podwyżki od 1.02.2019 r. Jeżeli rząd nas nie wysłucha, akcję powtarzamy po Nowym Roku. Mamy dość niskich zarobków i coraz trudniejszych warunków pracy" - można było przeczytać w apelu, który błyskawicznie - udostępniany przez kolejnych użytkowników FB - rozlał się w środowisku.

 

Przy okazji tego protestu ZNP przypomniał, że walczy o wyższe wynagrodzenia i podwyżki na poziomie 1000 zł na etat. Związek poparł spontaniczny protest nauczycieli, choć zastrzegł, że ZNP nie jest jego organizatorem ani koordynatorem. 18 grudnia ub.r. ZNP rozpoczął też ogólnopolską akcję protestacyjną pracowników oświaty. - Popieramy działania nauczycieli, którzy w trosce o swoje i uczniów zdrowie udają się na zwolnienie lekarskie, ponieważ tak dalej być nie może. Niedopuszczalne jest, żeby nauczyciel zaczynający pracę w szkole zarabiał 1750 zł, że sprzątaczka po 20 latach pracy ma minimalne wynagrodzenie. Nie można, kierując krajem, doprowadzać do sytuacji, w której grupa zawodowa mająca tak ogromny wpływ na rozwój i potencjał tego kraju jest najgorzej wynagradzana w Polsce - stwierdził prezes ZNP Sławomir Broniarz. Wkrótce ZNP przygotuje harmonogram akcji protestacyjnej oraz konkretne formy protestu. Związek nie chce jednak na razie o tym mówić, by nie dawać rządowi i MEN czasu na sabotowanie protestu.

 

Związek przeprowadził niedawno ankietę wśród pracowników oświaty, w której wzięło udział ponad 230 tys. osób. - Dominująca część nauczycieli i pracowników oświaty wskazała na akcję protestacyjną zorganizowaną na wzór tej, którą przeprowadzonej niedawno przez policjantów. Akcja mogłaby się odbyć w okresie egzaminu kończącego ósmą klasę i egzaminu gimnazjalnego. Na drugim miejscu pod względem poparcia była akcja strajkowa. Dzisiejsza dyskusja na ZG ZNP pokazała, że ta możliwość ma bardzo duże poparcie wśród nauczycieli - wyjaśnił prezes ZNP. Nie wykluczył, że egzaminy będą zagrożone, aczkolwiek "jestem przekonany, że ta odpowiedzialność, która powinna cechować stronę rządową, nie doprowadzi do takiej sytuacji i takiego napięcia". - Mam nadzieję, że przekonamy rząd, iż nie warto się bawić losem uczniów, losem nauczycieli oraz pracowników oświaty - podkreślił.

 

(PS, GN)