Uczniowie, rodzice i nauczyciele stresują się taką reformą? Mnie to nie dziwi…

Przeciążenie to niedouczenie

Z dr Teresą Sikorą z Zakładu Psychologii Zdrowia i Jakości Życia Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach rozmawia Katarzyna Piotrowiak

REFORMA. SPRAWDZAM

 

Jeden z dyrektorów szkoły powiedział nam niedawno w wywiadzie*, że uczniowie mają kłopotz akceptacją tego ogromnego wysiłku i braku czasu wolnego”, który narzuciła im zmiana w systemie edukacji. Sprawa jest poważna, zajął się nią Rzecznik Praw Dziecka. Czy reforma edukacji może budzić taki stres u dzieci?

– Problem z tą reformą, a pewnie z innymi również, jest taki, że na szczeblu ministerialnym nikt tak naprawdę nie wie, czego dzieci powinny się uczyć i dlaczego. W związku z tym robi się reformę po omacku. Nie wiemy, jakie zawody będą pożądane za lat 10, nie wiemy, jakie umiejętności powinno się podtrzymywać, a jakie powoli wygaszać. Oprócz tego reforma wzmocniła w podstawie programowej to, od czego powinniśmy we współczesnym świecie odchodzić, czyli „pamięciówkę”, odtwórczość. W dzisiejszej szkole powinno być więcej elastyczności, która dawałaby młodemu człowiekowi poczucie, że to, czego się nauczył, będzie dla niego przydatne w przyszłości.

 

W wyniku reformy trzy lata gimnazjum wtłoczono w klasę siódmą i ósmą szkoły podstawowej. Stresują się tym uczniowie, rodzice i nauczyciele.

–Mnie to nie dziwi, że się stresują. To jest problem, który nie jest możliwy do rozwiązania ani na poziomie pojedynczej szkoły, ani przez nawet najlepszego na świecie dyrektora.

(...)

 

Cały wywiad przeczytasz w Głosie nr 41/2018 i w e-wydaniu