(13.08) Nauczyciel do szefowej MEN: "Czy nie jest Pani wstyd?". Przyszła odpowiedź

 

Pół roku czekał nauczyciel z Oławy na odpowiedź MEN na list, w którym pytał, dlaczego nauczyciele zarabiają w Polsce mniej niż ekspedienci w supermarketach

 

Nazwisko Andrzeja Kupczaka, prezesa Oddziału ZNP Oława-miasto, cała Polska poznała w lutym 2018 r. Wtedy to pan Andrzej napisał list otwarty do minister edukacji Anny Zalewskiej z fundamentalnym pytaniem: "Czy tak po prostu, po ludzku, nie jest Pani wstyd?". Taką reakcję autora listu wywołała propozycja MEN minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli.

 

Pana Andrzeja zbulwersowała m.in. nowa płaca zasadnicza nauczyciela dyplomowanego z tytułem magistra lub doktora w wysokości 3317 zł brutto. "W moim mieście, na drzwiach >>Biedronki<<, umieszczono ofertę pracy dla kasjera-sprzedawcy z wynagrodzeniem, dla rozpoczynających pracę, 3 250 zł miesięcznie. (…) W tej samej sieci magazynier otrzyma na starcie 3 550 zł brutto, a zastępca kierownika sklepu 4 100 zł brutto miesięcznie. Czy zdaniem Pani Minister wartość nauczyciela, z wyższym wykształceniem, jest na rynku pracy o blisko 11 500 zł rocznie mniejsza niż kasjera - sprzedawcy - oboje rozpoczynający pracę?" - zapytał pan Andrzej.

 

List otwarty do minister Zalewskiej cytowały media w całym kraju. Argumenty nauczyciela z Oławy znalazły się na czołowych miejscach największych polskich portali internetowych.

 

Po pół roku pan Andrzej otrzymał pismo od Jerzego Jakubczuka, dyrektora Departamentu Współpracy z Samorządem Terytorialnym MEM.  Wydawałoby się, że 6 miesięcy to wystarczający czas, by wyjaśnić, dlaczego polski nauczyciel więcej zarobi na kasie w supermarkecie niż przy tablicy w szkole. Niestety. Pan dyrektor z MEN wprawdzie "uprzejmie przeprosił" w piśmie za "zwłokę w pisemnym ustosunkowaniu się do Pana pisma, wynikającą z ilości spraw wpływających do resortu edukacji", ale nic nowego panu Andrzejowi nie zdradził. W odpowiedzi padają bowiem argumenty, które nauczyciele słyszeli już dziesiątki razy - że MEN "dostrzega fakt, iż nauczyciele są grupą zawodową, która wykonuje pracę o szczególnej roli i uregulowania dla tej grupy powinny być odpowiednie do rangi tego zawodu", że "podejmowane są różnorodne działania mające na celu (...) podniesienie prestiżu zawodu" i że w styczniu 2017 r. "po raz pierwszy od 2012 r. dokonano waloryzacji płac nauczycieli".

 

Dalej nauczyciele mogą się dowiedzieć, że ich sytuacja wcale nie jest taka zła, ponieważ od początku 2018 r. "rozpoczęto wprowadzanie planu podwyższenia wynagrodzeń nauczycieli o ok. 15,8 proc. w ciągu trzech lat", a 1 kwietnia weszła w życie podwyżka w wysokości 5,35 proc. Nauczyciele mogą się też dowiedzieć, że odebrany im dodatek mieszkaniowy "w obecnych realiach społeczno-gospodarczych przestał być aktualny". Część nauczycieli dyplomowanych być może zaś dostanie nowy dodatek, którego "docelowa wysokość" wyniesie 16 proc. kwoty bazowej dla nauczycieli.

 

Ministerstwo edukacji zapewniło też, że "nie są prowadzone prace, które dotyczyłyby likwidacji dodatku wiejskiego oraz odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, który jest znacznie wyższy w stosunku do odpisu dla innych grup zawodowych".
 

 

- W liście, poza powtarzanymi informacjami, nie znajdujemy odpowiedzi na żadne z postawionych przeze mnie pytań. W mojej ocenie oznacza to, że minister edukacji świadomie zgadza się na postępującą pauperyzację zawodu nauczyciela w naszym kraju, co w konsekwencji doprowadzi do znaczącego pogorszenia jakości polskiej edukacji - ocenił Andrzej Kupczak. - Zapowiadany, także w liście, 16-procentowy dodatek dla nielicznej grupy nauczycieli dyplomowanych obowiązywać będzie, w podanej wysokości, dopiero za cztery lata, od roku 2022 - dodał.

 

(PS, GN)

ZałącznikWielkość
tabela - list Andrzeja Kupczaka.jpg279.96 KB
list Andrzeja Kupczaka1.jpg754.19 KB
list Andrzeja Kupczaka2.jpg725.52 KB
Odpowiedź MEN.pdf64.41 KB