Ministerstwo mówi: jak będziecie się buntować, to skontrolujemy szkołę waszego dziecka

Kontakt jednostronny

 

Z Dorotą Łobodą z ruchu „Rodzice przeciwko reformie edukacji” rozmawia Piotr Skura

 

Kiedy Anna Zalewska zapowiadała reformę, obiecała, że uczniowie i rodzice nawet jej nie zauważą, tak spokojnie i płynnie będą wdrażane wszystkie zmiany. Czy jako rodzic może Pani potwierdzić, że tak się właśnie stało?

– Nie. Zmiany na gorsze zauważyliśmy na początku wdrażania reformy, już we wrześniu 2017 r., kiedy okazało się, że dzieci muszą chodzić do szkoły na drugą zmianę. W szkołach podstawowych pozostawiono uczniów klas siódmych, więc rewolucji autorstwa Anny Zalewskiej nie dało się nie zauważyć. Poza tym, do wielu szkół nie dotarły na czas podręczniki. W niektórych brakowało nauczycieli przedmiotowców. Nie udało się przed pierwszym dzwonkiem dokończyć remontów także wymuszonych pomysłami pani minister. Okazało się, że w szkołach nie ma pracowni przedmiotowych. W tych tworzonych na gruzach likwidowanych gimnazjów, do których przyjęto pierwszoklasistów, często nie było placów zabaw, wyposażonych świetlic, odpowiednich bibliotek. Generalnie, we wrześniu zapanował olbrzymi chaos, którego zresztą my, rodzice, spodziewaliśmy się i przed którym panią minister ostrzegaliśmy.

 

 

(...)

 

Cała rozmowa - GN nr 14-15 (ewydanie)