Zadania domowe nie mają być zmorą uczniów, tylko mają rozwijać…

Nie CZY, tylko JAK?

 

Praca domowa może być bardzo istotnym czynnikiem kształtującym sukcesy edukacyjne młodzieży – jeśli tylko odpowiednio się ją stosuje. Pytanie nie powinno brzmieć: czy zadawać do domu, ale jak to robić, by osiągnąć najlepsze efekty

 

 

Temat zadań domowych w szkole od dawna budzi emocje. Ostatnio powrócił za sprawą komunikatu opublikowanego w połowie stycznia br. na stronie internetowej Kuratorium Oświaty w Olsztynie. Autorem pisma, które dość krytycznie odnosi się do prac domowych, jest wicekurator Wojciech Cybulski. Zaleca on, by nauczyciele nie tyle całkiem z nich zrezygnowali, ile starali się ograniczać ilość zadawanych zadań – zwłaszcza na dni wolne.

Celem listu wicekuratora ma być przeciwdziałanie fizycznemu i psychicznemu przeciążeniu dzieci. Wojciech Cybulski przypomina, że „dopuszczanie do sytuacji nadmiernego obciążania dzieci pracami domowymi narusza przepis art. 31 Konwencji o prawach dziecka przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 20 listopada 1989 r.”. Przyznaje zarazem, że odrabianie prac domowych może przyczynić się do poprawy osiągnięć szkolnych i kształtować nawyk uczenia się. Zdaniem kuratorium problem tkwi w tym, że „często czas przeznaczony na realizację pracy domowej w wymiarze tygodniowym jest znacznie większy niż optymalna efektywna jego wartość szacowana dla ucznia”. Szerzej pisaliśmy o tym liście w Głosie Nauczycielskim nr 6 z 7 lutego br.

 

(...)

 

Magdalena Goetz

psycholożka

 

Więcej - GN nr 10 (e-wydanie)