(13.02) Samorządy protestują, bo Zalewska przerzuca na nie koszty reformy

Rzeczywiste koszty ponoszone przez samorządy, związane z wdrażaniem zmian w systemie edukacji, są wielokrotnie wyższe, niż podaje MEN i w przeważającym stopniu nierekompensowane. Nie godzimy się na dalsze przerzucanie na samorządy kosztów funkcjonowania systemu edukacji - ostrzegł Zygmunt Frankiewicz, prezes Związku Miast Polskich, w liście do premiera Mateusza Morawieckiego

 

"Nie godzimy się na dalsze przerzucanie na samorządy kosztów funkcjonowania systemu edukacji. Uważamy, że Minister Edukacji Narodowej powinien działać na rzecz wzrostu nakładów na edukację w budżecie państwa, do poziomu uwzględniającego faktyczne koszty świadczenia tych usług oświatowych, które są objęte finansowaniem z subwencji. Spełnienie tego warunku powinno stanowić podstawę do jakichkolwiek propozycji budowy nowych zasad finansowania zadań oświatowych. Ten system musi spełniać kryteria wynikające z am-bitnego programu rozwoju Polski, który Pan Premier sformułował jeszcze w 2016 roku, a teraz dobitnie powtórzył w swoim exposé" - czytamy w liście ZMP do szefa rządu.

 

Związek wymienił przykłady wprowadzania opinii publicznej w błąd przez MEN i podawania nieprawdy. Jak choćby teza, że reforma edukacji nie przerzuciła na samorządy dodatkowych kosztów. "Fakty są bowiem takie, że przygotowana i wdrażana w pospiechu >>reforma systemu edukacji<< skutkuje - jak dotąd - ogromnymi problemami dla dzieci, rodziców i nauczycieli oraz wiąże się z dodatkowym obciążeniem finansowym dla jednostek samorządu terytorialnego, które ją wdrażają. Dobitnym przykładem błędów popełnionych przez MEN jest sytuacja uczniów klas VII szkół podstawowych. Powszechny jest głos rodziców siódmoklasistów, wskazujący, że ich dzieci „pracują na dwa etaty”, są przemęczone, a nauczyciele dwoją się i troją, ponieważ wskutek reformy edukacji muszą w dwa lata przerobić materiał rozłożony wcześniej na trzy lata nauki" - podkreślono w liście.

 

"Nieprawdziwe są także niektóre informacje, dotyczące podstawy programowej i podręczników. Tworzona naprędce podstawa programowa dla klas I, IV i VII może skutkować negatywnie na poziom wiedzy absolwentów polskich szkół (przykładem błędów popełnionych w tym zakresie jest sytuacja dotycząca nauk przyrodniczych), a ogłaszane jako sukces autorów zmian w systemie edukacji nowe podręczniki, są w gruncie rzeczy startymi podręcznikami gimnazjalnymi, ze zmienionymi wyłącznie okładkami (przykład: biologia dla klasy VII, gdzie nie zmienia się praktycznie treść dotychczasowego gimnazjalnego podręcznika, a nawet jego szata graficzna)" - stwierdził Związek Miast Polskich.

 

Według samorządowców "nieprawdziwa teza, choćby powtarzana sto razy, nie stanie się prawdą". Taką prawdą, w ich przekonaniu, nie stanie się używane przez przedstawicieli MEN stwierdzenie, że resort edukacji "zapewnił adekwatne finansowanie reformy". "Resort wskazuje jedynie kwotę 53 mln zł z rezerwy części oświatowej subwencji ogólnej, jako środki przeznaczone na wdrożenie zmian w systemie edukacji. Warto podkreślić, że są to środki należne samorządom na normalne zadania oświatowe, gdyż rezerwa subwencji, mająca charakter solidarnościowy, jest tworzona z subwencji, a nie z dodatkowych środków z budżetu państwa. Rzeczywiste koszty ponoszone przez samorządy, związane z wdrażaniem zmian w systemie edu-kacji, są wielokrotnie wyższe i w przeważającym stopniu nierekompensowane" - zauważyli samorządowcy.

 

I dodali: "Nie nastąpiło również zwiększenie subwencji oświatowej na nowe oddziały, mimo że - jak wynika z Systemu Informacji Oświatowej - zmuszeni byliśmy w roku szkolnym 2017/18 do uruchomienia dodatkowych 4,7 tys. nowych oddziałów klasowych. W żaden sposób nie zrekompensowano samorządom zmian w Karcie Nauczyciela, co między innymi spowodowało konieczność wydatkowania przez gminy, powiaty i województwa dodatkowych środków na pomoc psychologiczno-pedagogiczną dla dzieci i młodzieży. To właśnie głównie podczas tzw. godzin karcianych, do września 2016 roku, nauczyciele prowadzili zajęcia wyrównawcze dla słabszych uczniów i kółka zainteresowań dla tych bardziej zdolnych".

 

ZMP ocenił, że nakłady państwa na edukację są tak niskie, że gminy i miasta muszą z własnych środków dokładać 1/3 więcej niż otrzymują w postaci subwencji oświatowej.

 

(PS, GN)