(7.02) MEN: Nie zlikwidujemy dodatku uzupełniającego

 

Nie planujemy likwidacji dodatku uzupełniającego, choć wielu samorządowców by to pewnie poparło - poinformowała wiceminister edukacji Marzena Machałek posłów. Los średnich wynagrodzeń jest jednak niepewny.

 

Do likwidacji średnich wynagrodzeń, a tym samym dodatków uzupelniających wypłacanych przez te samorządy, które nie dotrzymają średnich, ministerstwo edukacji chciało doprowadzić już rok temu, gdy pojawiła się pierwsza wersja projektu ustawy o finansowaniu zadań oświatowych. Potem jednak, po prostestach m.in. ZNP, MEN wycofało się z pomysłu, który dla nauczycieli mógłby oznaczać obniżenie wynagrodzeń.

 

- Nie planujemy likwidacji dodatku uzupełniającego - zapewniła we wtorek Marzena Machałek posłów sejmowych komisji: Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej. Komisje na wniosek parlamentarzystów PO wysłuchały informacji MEN w sprawie realizacji obietnic rządu dotyczących podwyżek dla nauczycieli. Loś średnich wynagrodzeń nie jest jednak pewny, ponieważ - jak zapowiedziała już minister edukacji Anna Zalewska - specjalny ministerialny zespół ds. statusu zawodowego pracowników oświaty ma się zająć porzuconymi przed rokiem pomysłami oraz zbudować nowy model wynagradzania nauczycieli.

 

We wtorek dyskusja posłów skupiła się jednak na podwyżkach. Platforma przypomniała, że politycy PiS obiecywali nauczycielom podwyżkę 5 proc. w 2018 r., tymczasem ta grupa zawodowa zobaczy dodatkowe pieniądze dopiero w kwietniu. Czyli w skali roku nie ma mowy o podwyżce rzędu 5 proc., ale zaledwie 3,7 proc. – Po uwzględnieniu inflacji przekraczającej grubo 2 proc., nauczycielom pozostanie w kieszeniach niewielka podwyżka wynosząca realnie niecały 1 proc. Gdzie więc obiecane 5 proc.? Gdzie są pieniądze na podwyżkę? – pytała Urszula Augustyn (PO). Platforma obawia się też, że w budżecie państwa nie uwzględniono środków na podwyżki dla nauczycieli przedszkoli, co prawdopodobnie oznacza ciężar ten spadnie na samorządy.

 

Według wiceminister edukacji Marzeny Machałek, Anna Zalewska żadnej obietnicy nie złamała, ponieważ obiecywano 15 proc. w rozbiciu na trzy lata i tyle właśnie nauczyciele otrzymają. - Zawsze można było powiedzieć, że podwyżki są za małe. Tak, są za małe. Ale pamiętajmy, że od 2012 r. nie było podwyżek, a podwyżki z 2012 były sfinansowane z budżetu samorządów. My natomiast dodatkowe pieniądze dla samorządów zapewniliśmy – broniła się wiceszefowa MEN. Jej zdaniem, rząd nie mógł dać nauczycielom większych podwyżek, ponieważ państwa na to nie stać. Zacytowała wyliczenia, z których ma wynikać, że jednorazowa podwyżka rzędu 15 proc. kosztowałaby budżet 5 miliardów złotych.

 

- Na tyle, na ile budżet było stać, na tyle przewidziano podwyżki. W ubiegłym roku było pierwsze drgnięcie płac nauczycieli – oświadczyła wiceminister Machałek. Mówiąc o „drgnięciu” płac nauczycieli miała zapewne na myśli ubiegłoroczną waloryzację w wysokości 1,3 proc. Co podniosło pensje nauczycieli od 20 do 40 zł (w zależności od stopnia awansu zawodowego i wykształcenia).

 

-  Nauczycieli trzeba traktować poważnie, bo nauczyciele potrafią liczyć – mówiła Krystyna Szumilas (PO), była minister edukacji. – W ciągu dwóch pierwszych lat rządów PiS płace nauczycieli wzrosły o 65 zł w przypadku nauczyciela dyplomowanego. Przez dwa pierwsze lata rządów PO płace te wzrosły o 528 zł. To 8 razy więcej. W pierwszych dwóch latach zwiększyliśmy płace nauczycieli o 15 proc. – dodała. Dlatego teza, że ekipy PiS nie stać na wygospodarowanie 5 mld zł na realne podwyżki dla nauczycieli jest – według Szumilas – mało wiarygodna.

 

- Traktujecie nauczyciela jakby nie miał własnego rozumu – podsumowała. - Potraktowaliście nauczycieli jak gorszy sort – dodała przytaczając oficjalne dane, z których wynika, że od października 2016 do października 2017 średnie wynagrodzenie w Polsce wzrosło o 4,7 proc. Pensja nauczycieli natomiast zaliczyła w tym czasie śladowy wzrost o 1 proc.

 

- Zabraliście nauczycielom dodatek na zagospodarowanie, mieszkaniowy, likwidujcie mieszkanie służbowe, wydłużacie awans z 10 do 15 lat. To stąd bierzecie pieniądze na podwyżki – zauważyła Anna Białkowska (PO). Co chwilę potem przyznała sama wiceminister Machałek. – Pieniądze z dodatku mieszkaniowego zostały przesunięte do kwoty bazowej – stwierdziła.

 

- Słuchając wypowiedzi wiceminister edukacji, zastanawiam się, jak daleko granica wstydu została przesunięta, kiedy słyszymy, że nie było zwolnień, że nikt nie stracił pracy, że przeprowadzone zmiany mają pełną akceptację społeczną – ocenił prezes ZNP Sławomir Broniarz. Jego zdaniem, trudno, by nauczyciele, którzy stracili dodatek mieszkaniowy, czuli się usatysfakcjonowani włączeniem go do kwoty bazowej, co podniesie ich płacę raptem o kilka złotych. - Mówicie, że nie stać nas na podwyżkę rzędu 15 proc. Jeżeli jednak czytamy wypowiedzi choćby Anny Zalewskiej, to rodzi się pytanie: skoro nie dziś, to kiedy? Skoro sytuacja budżetu jest fantastyczna, to chcielibyśmy stać się jej beneficjentami – mówił prezes ZNP. Kwietniowa podwyżka nie zmieni natomiast tragicznej sytuacji, w której nauczyciele nadal będą najgorzej opłacaną profesją wśród specjalistów.

 

(PS, GN)