Dlaczego polityka historyczna nigdy nie jest „nasza”?

Co z tą historią?

 

Nowe podstawy programowe wpisują się doskonale w wieloletnią tradycję uczenia historii w Polsce. I nie jest to komplement, wprost przeciwnie: naszym zdaniem jest to tradycja bardzo problematyczna

 

 

Kiedy w roku szkolnym 2016/17 Ministerstwo Edukacji Narodowej (MEN) przygotowywało nowe podstawy programowe z historii, uważnie je analizowaliśmy i komentowaliśmy. W obydwu przypadkach – projektu dla szkół podstawowych oraz dla liceów i techników – nasza główna rekomendacja była taka sama: odrzucenie w całości (MEN nie potraktowało tej rekomendacji poważnie – zupełnie niesłusznie). W obydwu recenzjach także z całą mocą podkreślaliśmy jedną, bardzo istotną z naszego punktu widzenia uwagę: jeśli chodzi o ich kształt i założenia, nowe podstawy programowe wpisują się doskonale w wieloletnią tradycję uczenia historii w Polsce. I nie jest to komplement, wprost przeciwnie: naszym zdaniem jest to tradycja bardzo problematyczna.

Wszystkie podstawy programowe i wszystkie programy nauczania historii w Polsce, odkąd sięgamy pamięcią (czyli od naszych własnych podstawówkowych czasów), są robione wedle jednej sztancy: historia „od mamuta do Bieruta” (od starożytności do współczesności, przy czym na współczesność z reguły w szkole brakuje czasu), z przewagą historii politycznej i militarnej oraz minimalną dozą społecznej czy gospodarczej, historia skoncentrowana na dziejach „narodów” i „państw”, przeładowana faktografią, polsko- i eurocentryczna zarówno w wyborze treści, jak i na poziomie języka. Jest to model nauczania oparty na XIX-wiecznej koncepcji historiografii. Rzecz w tym, że owa koncepcja – a wraz z nią sama historia – w ciągu XX wieku podlegała i podlega nadal nieustannej krytyce i nieustannym zmianom. Historia, rozumiana jako dziedzina badań, rozwija się, wzbogaca o nowe obszary, nowe metody, nowe perspektywy. Historia, jako zasób naszej wiedzy o przeszłości, jest przedmiotem sporów, czymś nieustannie na nowo odkrywanym, badanym i wytwarzanym. Nic z tego nie przenika jednak do programów szkolnych. Na szkolną historię składa się bowiem przede wszystkim pewien zbiór faktów, które zostają przedstawione jako pewniki i które uczeń czy uczennica ma przede wszystkim wkuć na pamięć.

 

 

(...)

 

Anna Dzierzgowska*, Piotr Laskowski**

*Anna Dzierzgowska – nauczycielka historii, feministka, tłumaczka. Współzałożycielka Społecznego Monitora Edukacji: www.monitor.edu.pl. Uczy w Wielokulturowym Liceum Humanistycznym im. Jacka Kuronia w Warszawie.

**Piotr Laskowski – dr hab., adiunkt w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, nauczyciel historii w Wielokulturowym Liceum Humanistycznym im. Jacka Kuronia w Warszawie.

 

 

Więcej - GN nr 6 (e-wydanie)