Prezes ZNP: Nie można stać z boku

Ze Sławomirem Broniarzem, prezesem Związku Nauczycielstwa Polskiego, rozmawia Piotr Skura

 

W 2018 rok wchodzimy z ministerialnymi cięciami w nauczycielskich dodatkach socjalnych. Czy tego właśnie nauczyciele powinni się spodziewać w najbliższym roku – kolejnych oszczędności ich kosztem?

W 2018 r. będą się ścierały dwa stanowiska. Pierwsze to zapewnienia MEN, że rząd robi wszystko, by nauczycielom się poprawiło. Drugie, bliższe prawdzie, to nasza ocena, że przeforsowane przez MEN pod koniec ub.r. zmiany w edukacji mają charakter oszczędnościowy. Ich celem jest nie tyle poprawa sytuacji nauczycieli, ile poprawa sytuacji budżetu. Rząd najpierw zabierze dodatki, by potem mógł ogłosić, że wypłaci – minimalne zresztą – podwyżki. Pamiętajmy, że tylko na wydłużeniu awansu zawodowego rząd zaoszczędzi setki milionów złotych rocznie. Kolejne miliony zyska dzięki odebraniu nauczycielom dodatków mieszkaniowych i na zamrożeniu zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. Pytanie, które sobie zadaję, ale które powinien zadać sobie każdy nauczyciel i każda nauczycielka, brzmi: gdzie jest próg wytrzymałości naszego środowiska?

 

Szczególnie, że 10 stycznia br. wznawia prace ministerialny zespół ds. statusu zawodowego nauczycieli i wkrótce można się spodziewać kolejnych pomysłów na cięcia ze strony MEN.

– Do tej pory zespół ten służył minister Zalewskiej do legitymizowania działań MEN. Pani minister przedstawiała jakiś projekt, twierdząc, że został uzgodniony w zespole i służy całemu środowisku. Choć w rzeczywistości było dokładnie odwrotnie. Dlatego zastanawiam się, czy w obliczu tak instrumentalnego traktowania partnerów społecznychwarto brać udział w pracach zespołu. Jeśli mielibyśmy być w zespole, to chcielibyśmy widzieć konkretne tego efekty. Włożyliśmy ogromny wysiłek w merytoryczne przygotowanie się do dyskusji o statusie nauczycieli. W zamian dostaliśmy tylko możliwość przyglądania się np. zadziwiającej postawie oświatowej „Solidarności”, która przez wiele miesięcy legitymizowała pomysły MEN, jedynie od czasu do czasu ogłaszając, że „się z tym czy tamtym nie zgadza”. Jeśli z góry wiadomo, że zespół niczego nie ustali albo decyzje MEN będą sprzeczne z przebiegiem dyskusji, to trzeba się zastanowić, czy koniecznie musimy być w tym zespole. Co to za rozmowa, która toczy się bez szans na konsensus, porozumienie i poszanowanie głosu partnerów społecznych?

(...)

Całą rozmowę przeczytasz w Głosie nr 1-2/2018 i w e-wydaniu