Walczyliśmy z potęgą hitlerowską, dysponując zaledwie czystymi kartkami…

Nauczycielstwo mam w genach

 

Z Reginą Piechocką, nauczycielką tajnego nauczania we Włocławku, harcerką Szarych Szeregów, harcmistrzem RP,członkinią ZNP od 70 lat, rozmawia Witold Salański

 

W 1939 r. miała Pani 16 lat. Jak Pani przeżywała wybuch wojny? To było zaskoczenie?

– Absolutnie nie. My, harcerze, byliśmy przygotowywani do wojny od dłuższego czasu. Przysięgę harcerską złożyłam jako dziesięciolatka i co roku wyjeżdżałam na obozy harcerskie. Ostatni przedwojenny był poświęcony już niemal wyłącznie przygotowaniom do wojny. Nasz żeński hufiec przeszedł szkolenie sanitarne. We wrześniu 1939 r. miałam pójść do trzeciej klasy gimnazjum. O kontynuowaniu nauki nie było już mowy.

Właśnie dlatego, że byliśmy przygotowywani do wojny i praktycznie, i duchowo, nie traciliśmy głowy. Uczestniczyłam w Pogotowiu Wojennym Harcerek. Dyżurowałyśmy na dworcu kolejowym we Włocławku, udzielając wszelkiej pomocy podróżnym. Panował wtedy ogromny chaos. Przez Włocławek przejeżdżały transporty wycofującego się wojska polskiego oraz pociągi z uciekinierami uchodzącymi przed Niemcami. Uruchomiliśmy punkty wydawania kawy i herbaty. Najwięcej pomocy wymagały matki z dziećmi.

 

 

(...)

 

Cała rozmowa - GN nr 49 (e-wydanie)