(4.12) Reforma Zalewskiej uderzy w mniej zamożnych?

Przepełnione szkoły, nauka do późnego wieczora, brak odpowiednio wyposażonych pracowni - to rzeczywistość polskich podstawówek po zmianie ustroju szkolnego. Reforma Anny Zalewskiej może negatywnie wpływać na konstytucyjne prawo dzieci do nauki i uderzy w mniej zamożne rodziny - ostrzegł Rzecznik Praw Obywatelskich dr Adam Bodnar

 

Adam Bodnar w piśmie do minister edukacji Anny Zalewskiej streścił skargi, jakie wpływają do jego biura po likwidacji gimnazjów i wprowadzeniu ośmioletnich podstawówek oraz czteroletnich liceów. Przyznał, że w ostatnich tygodniach "uzyskał szereg informacji dotyczących jej (reformy - przyp.red.) negatywnych skutków w szczególności dla uczniów szkół podstawowych". Najwięcej problemów dotyczy przepełnionych szkół. "Zgodnie z wprowadzonymi zmianami, z dniem 1 września 2017 r. zlikwidowane zostały klasy I, a w latach następnych zlikwidowane zostaną kolejne klasy dotychczasowego gimnazjum. A zatem dzieci, które ukończyły w roku szkolnym 2016/2017 klasę VI szkoły podstawowej stały się uczniami VII, a następnie staną się uczniami VIII klasy szkoły podstawowej. Natomiast w roku szkolnym 2018/2019 ostatni rocznik dzieci klas III ukończy gimnazjum. Głównym efektem wynikającym z wprowadzanych zmian w prawie jest zatem zwiększenie się liczby dzieci w szkołach podstawowych. Dołączenie klas VII do dotychczasowych sześcioklasowych szkół podstawowych, przy jednoczesnym przeprowadzaniu naboru do klas I, w większości szkół prowadzi do przepełnienia budynków szkół i pogorszenia warunków nauczania" - zauważył RPO.

 

Samorządy postanowiły przenieść część uczniów podstawówek do budynków gimnazjów, co spotkało się jednak ze sprzeciwem rodziców. "Często bowiem konsekwencją przeniesienia uczniów szkoły podstawowej do budynku gimnazjum jest rozdzielenie rodzeństwa, czy też uczęszczanie obok małych dzieci, nastolatków z gimnazjum" - wyjaśnił rzecznik. Zdarzało się też, że uczniowie trafiali do kontenerów ustawionych w okolicach szkół bądź zostali zmuszeni do przemieszczania się między oddalonymi od siebie budynkami szkoły (np. do pracowni fizycznych i chemicznych w budynkach dawnych gimnazjów). Adam Bodnar zwrócił uwagę, że część szkół "nadal nie jest wyposażona w pracownie przedmiotowe, brakuje sal gimnastycznych, infrastruktury technicznej, czy też odpowiednich sanitariatów". Ponadto "sygnalizowane są przypadki prowadzenia zajęć wychowania fizycznego na korytarzach szkolnych bądź noszenia ze sobą na każde zajęcia ławki i krzesła, gdyż w części sal nadal brakuje odpowiednio przystosowanych miejsc dla uczniów".

 

"Rodzice, skarżą się również na problemy ze zbyt wczesnym rozpoczynaniem zajęć bądź ze zbyt późnym ich zakończeniem. Rzecznik powziął także informację o tym, że pojawiały się propozycje ze strony dyrekcji w jednej ze szkół podstawowych, aby zajęcia wychowania fizycznego odbywały się w weekendy. Często pojawiają się też propozycje wprowadzenia nauki w systemie zmianowym. Należy zauważyć również, że niektóre szkoły podstawowe zmagają się z innym problemem. Istnieją bowiem szkoły podstawowe, do których nie uczęszczają nowi uczniowie bądź uczęszcza do nich tylko kilkunastu uczniów. Istnieje zatem duże prawdopodobieństwo, że takie szkoły zostaną w przyszłości zlikwidowane" - czytamy w piśmie RPO do MEN.

 

W szczególnie trudnej sytuacji znaleźli się uczniowie klas VII, a to wszystko z powodu "nieodpowiedniego skonstruowania szkolnego planu nauczania". "Rodzice zwracają uwagę na ogromną ilość sprawdzianów i kartkówek w trakcie zaledwie jednego tygodnia, a także ogromną ilość materiału do samodzielnego uczenia się w domu. Nadmiar obowiązków, zdaniem rodziców uczniów klas VII może wywołać negatywne konsekwencje zarówno dla dalszego rozwoju edukacyjnego dziecka, jak i dla życia rodzinnego" - zauważył rzecznik.

 

Jego zdaniem, wszystko to może "wpływać negatywnie na realizację prawa do nauki wyrażonego w art. 70 Konstytucji RP". Adam Bodnar obawia się, że "nieuniknioną konsekwencją" pogorszenia warunków w szkołach publicznych będzie "decyzja większości lepiej sytuowanych rodziców o przeniesieniu dziecka/dzieci do placówki prywatnej". W okresie chaosu rodzice "będą skłonni ponosić dodatkowe koszty kształcenia dziecka". "Niewykluczone zatem, że wdrażana zmiana w systemie oświaty może przyczynić się do pogłębienia obecnie już istniejących problemów społecznych, w tym do wykluczenia społecznego dzieci mniej zamożnych rodziców" - ostrzegł RPO.

 

Rzecznik liczy na to, że ministerstwo edukacji pokaże pomysły na rozwiązanie wszystkich powyższych problemów.

 

(PS, GN)