(24.11) Niewydolny system zdrowia zagraża życiu dzieci

 Liczba młodzieży podejmującej próby samobójcze systematycznie wzrasta. Zwiększa się także liczba dzieci i młodzieży wymagających pomocy psychiatrycznej. Faktów tych nie można już nie dostrzegać - ostrzegł rzecznik praw dziecka Marek Michalak w piśmie do ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła

 

Powodem tak stanowczego wystąpienia są napływające z całego kraju sygnały o rosnącej liczbie dzieci i młodzieży potrzebującej fachowej pomocy lekarzy psychiatrów oraz o fatalnej sytuacji systemu zdrowia, który nie radzi sobie z tym problemem. Marek Michalak powołał się tu na informację przekazaną przez krajowego konsultanta w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży o "dramatycznie niekorzystnej sytuacji w dostępności do stacjonarnych, całodobowych świadczeń zdrowotnych z zakresu psychiatrii". Rzecznika alarmują też rodzice dzieci, które "oczekując na miejsce w szpitalu psychiatrycznym muszą przebywać w domu i należy zapewnić im bezpieczeństwo".

 

Doszło dosytuacji, że "małoletni ewidentnie wymagający hospitalizacji w oddziale psychiatrycznym z powodu rozpoznania ostrego stanu (próba samobójcza, nadmierne pobudzenie psychoruchowe, epizod psychotyczny z agresją) mogą nie zostać przyjęci do szpitala z powodu braku miejsc. Sytuację taką należy ocenić jako stan bezpośrednio zagrażający życiu".

 

Według rzecznika, od lat dostęp do stacjonarnej opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży był niewystarczający, ale obecna sytuacja jest "dramatycznie zła". "Liczba młodzieży podejmującej próby samobójcze systematycznie wzrasta. Zwiększa się także liczba dzieci i młodzieży wymagających pomocy psychiatrycznej. Faktów tych nie można już nie dostrzegać. Można jedynie domniemywać, że pojedyńcze dysfunkcje systemu opieki psychiatrycznej nad dziećmi i młodzieżą uległy kumulacji, następstwem czego jest wzrastające zapotrzebowanie na stacjonarne leczenie psychiatryczne" - ocenił RPD.

 

Marek Michalak zwrócił ponadto uwagę na fakt, że oddziały psychiatryczne dla dzieci i młodzieży mają obłożenie na poziomie 165 proc., co wskazuje "na możliwą niską jakość usług zdrowotnych w nich oferowanych, obciążenie personelu i możliwość rodzenia się na tym tle zagrożeń w postaci zaniedbań, konfliktów lub roszczeń".

 

RPD zwrócił się do ministra zdrowia o informacje dotyczące stanu prac na rzecz poprawy dostępności do stacjonarnej opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży.

 

Jak wynika z raportu Barbary Wojnarowskiej i Anny Oblacińskiej pt. "Stan zdrowia dzieci i młodzieży w Polsce", "częstość zaburzeń zdrowia psychospołecznego wśród dzieci i młodzieży zwiększa się". "Dokonujące się w ostatnim ćwierćwieczu w Polsce gwałtowne przemiany społeczno‑ekonomiczne i towarzyszące im takie zjawiska, jak: nierówności społeczne, bezrobocie, wydłużenie czasu pracy rodziców, osłabienie poczucia bezpieczeństwa osobistego, nadmiar stresów, szybkie tempo życia, rywalizacja, nie stwarzają korzystnych warunków dla rozwoju i zdrowia psychicznego dzieci" - zauważyły badaczki.

 

Najbardziej niepokojące jest, że oficjalne statystyki nie wychwytują wszystkich przypadków, a "wiele osób pozostaje poza profesjonalną opieką, głównie z powodu małej dostępności do tej opieki i obawy przed stygmatyzacją".

 

Według szacunków ekspertów, zaburzenia zdrowia psychicznego występują u 10-20 proc. populacji. Badania pokazują, że np. problemy psychiczne o różnym stopniu nasilenia miało 40 proc. 15-letnich uczniów gimnazjów w Warszawie, a u 5 proc. występowały poważne problemy utrudniające normalne funkcjonowanie.

 

"System opieki nad dziećmi i młodzieżą z zaburzeniami psychicznymi w Polsce jest niezadowalający. Cechuje go m.in.: nierównomierne rozmieszczenie placówek (większość w dużych miastach), koncentracja na opiece szpitalnej, niedostatki finansowania, brak psychiatrów dziecięcych (obecnie ok. 250 osób, zajmujemy pod tym względem jedno z ostatnich miejsc w Europie), niedostatek placówek pomocy rodzinie. Niska jest także jakość i mała skuteczność działań profilaktycznych w zakresie przeciwdziałania narkomanii i agresji w szkołach" - ostrzegły autorki raportu.

 

(PS, GN)