(12.10) Premier demaskuje zespół Zalewskiej

 Rząd zaprosił lekarzy-rezydentów do wypracowania rozwiązań dotyczących wynagrodzeń, czego nie zaproponował m.in. nauczycielom - oświadczyła wczoraj premier Beata Szydło. Czy w takim razie ministerialny zespół ds. statusu zawodowego pracowników oświaty to tylko gra pozorów z nauczycielami?

 

Kontrowersyjne słowa szefowej rządu padły po środowym spotkaniu z protestującymi i prowadzącymi od kilku dni strajk głodowy lekarzami-rezydentami. - Nigdy się nie zdarzyło do tej pory żeby przedstawiciel jakiegokolwiek zawodu został zaproszony przez rząd do wypracowania kierunkowych rozwiązań i bardzo konkretnych rozwiązań dotyczących wynagrodzeń, dotyczących wzrostu nakładu środków, które będą przeznaczone akurat na tę dziedzinę - oświadczyła Beata Szydło.

 

Jej zdaniem, wszystko to ma świadczyć o otwartości rządu. Szczególnie, że nikt inny podobnej możliwości nie otrzymał. - Uważamy, że środowisko rezydentów jest bardzo ważnym środowiskiem. Uważamy, że są to młodzi ludzie, którzy będą w przyszłości decydowali, w którym kierunku będzie się rozwijała służba zdrowia w Polsce. I dlatego chcemy ich zaprosić, chcemy żeby w tym uczestniczyli. Nie zapraszaliśmy ani nauczycieli, ani lekarzy, pielęgniarek, policjantów żeby mogli decydować, jaka będzie wysokość ich wynagrodzeń, a tu chcemy wspólnie te prace wykonać - podkreśliła Szydło.

 

Wyznanie szefowej rządu stawia pod znakiem zapytania działalność powołanego przez minister Annę Zalewską zespołu ds. statusu zawodowego pracowników oświaty. Zespół miał opracować m.in. nowe zasady wynagradzania nauczycieli. Jak wynika ze słów Szydło, nauczyciele w rzeczywistości nie otrzymali zaproszenia do dyskusji o swoim systemie wynagradzania. Co może oznaczać, iż działalność MEN-owskiego zespołu to jedynie gra pozorów, zasłona dymna mająca pomóc w przeforsowaniu korzystnych dla ministerstwa rozwiązań.

 

Resort Anny Zalewskiej jak dotąd nie odniósł się do słów Beaty Szydło.
 

 

(PS, GN)