(19.09) Rodzice wolą stołówki od cateringu

 

Likwidacja szkolnej stołówki i zastąpienie jej cateringiem może ograniczyć nawet o połowę liczbę dzieci, którym rodzice wykupią w szkole obiady. Obiady z cateringu są dużo droższe od tych ze szkolnej kuchni - do takich wniosków doszła NIK po kontroli dotyczącej żywienia w szkołach

 

Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła sposób żywienia w 20 szkołach w 10 gminach województw: lubelskiego, małopolskiego, mazowieckiego, podlaskiego i kujawsko-pomorskiego. Wnioski z tej kontroli nie należą do optymistycznych.

 

Zdaniem NIK wpływ na liczbę uczniów spożywających szkolne obiady ma sposób organizacji żywienia na terenie placówki. W skontrolowanych szkołach posiadających własną kuchnię, lub korzystających z kuchni w innych placówkach, rodzice wykupywali obiady dla 53 proc. uczniów nieobjętych programem „Pomoc państwa w zakresie dożywiania”. Tymczasem w szkołach w których obiady dowoziła firma cateringowa obiady spożywało średnio tylko 25,3 proc. uczniów, czyli o połowę mniej, a tam gdzie kuchnię prowadził ajent  - zaledwie 7,8 proc.

 

NIK powołała się tu m.in. na przykład Krakowa. Potwierdza to również analiza dokonana w 2013 r. przez Urząd Miasta. W 41 szkołach, w których z dniem 1 września 2012 r. zlikwidowano kuchnię, liczba uczniów korzystających ze stołówki spadła z 37,16 proc. do 24,5 proc. W następnych 47 szkołach, w których w roku szkolnym 2013/2014 zrobiono podobny manewr, liczba uczniów korzystających ze stołówki spadła z 50,4 proc. do 39,7 proc. Z badania ankietowego przeprowadzonego przez NIK wynika natomiast, że tam, gdzie placówka miała własną kuchnię, rodzice wykupili obiady dla 60 proc. ogólnej liczby uczniów. Tam, gdzie stołówkę wziął ajent odsetek ten spadł do 40 proc., a tam, gdzie żywienie dzieci oddano w ręce firm cateringowych - do 31 proc.

 

Z kontroli NIK wynika, że organizacja obiadów przez ajenta lub firmę cateringową wiązała się ze znacznym wzrostem ceny posiłku, która była nawet ponad dwukrotnie wyższa od ceny w prowadzonej przez szkołę własnej stołówce. W ocenie Izby była to główna przyczyna rezygnacji rodziców z wykupywania dzieciom obiadów w szkole. W Krakowie w szkołach, które zapewniały uczniom posiłki z własnej kuchni koszt obiadu pozostał na poziomie od 4 zł do 5 zł, natomiast w stołówkach przejętych przez ajenta lub catering wzrósł on w większości dwukrotnie i wynosił nawet 11 zł. W skontrolowanych przez NIK szkołach większość oferowała uczniom obiady z własnej kuchni. Koszt posiłku wynosił od 1,5 do 5,3 zł. W placowkach prowadzonych przez ajenta lub catering cena posiłku szybowała do 7-7,5 zł.

 

W 19 z 20 skontrolowanych szkół wszystkie dzieci (bez względu na źródło finansowania) otrzymywały taki sam posiłek, podany w tej samej formie i podczas tej samej przerwy. Dzięki temu dzieci, których posiłki były dofinansowywane ze środków państwowych nie czuły się gorsze od uczniów, którym posiłki wykupywali rodzice. Niestety w 11 szkołach nie zapewniono uczniom co najmniej 20-minutowej przerwy na spożycie obiadu. W szkołach tych przerwy miały jedynie 15 minut, a w niektórych - 10. Problemem były też zbyt wczesne przerwy obiadowe. W skrajnym przypadku, w jednej z kontrolowanych szkół obiady wydawane były już od godziny 9.20, a w kolejnej od 10.10.

 

NIK zwraca uwagę, że pomimo, iż w objętych kontrolą szkołach corocznie prowadzono badania BMI (wskaźnik masy ciała), to żadna z nich nie przekazywała tych wyników do organu prowadzącego. W blisko połowie szkół wyniki te nie były w ogóle gromadzone ani analizowane. Władze gmin nie miały więc informacji o liczbie uczniów z nieprawidłową masą ciała. A co za tym idzie, nie wiedziały, czy podejmowane działania są odpowiednie do aktualnych problemów, a także czy realizowane programy związane z prawidłowym żywieniem są skuteczne.

 

Tymczasem z badań BMI przeprowadzonych przez pielęgniarki szkolne w 19 z 20 skontrolowanych szkół wynika, że liczba uczniów z nieprawidłową masą ciała systematycznie rosła. W ciągu czterech lat (od 2012 do 2016 roku) odsetek uczniów z nieprawidłową masą ciała zwiększył się o ponad pięć punktów procentowych - z 16,8 proc. w roku szkolnym 2012/2013 do 22 proc. w roku szkolnym 2015/2016.

 

Wszystkie objęte kontrolą szkoły realizowały trzy podstawowe programy żywieniowe: „Mleko w szkole”, „Owoce i warzywa w szkole” oraz „Pomoc państwa w zakresie dożywiania”. Według NIK, warunki organizacyjne w kontrolowanych szkołach nie zawsze sprzyjały osiągnięciu oczekiwanych efektów tych programów. Skuteczność programów „Mleko w szkole” i „Owoce i warzywa w szkole” osłabiały mało urozmaicone produkty, które trafiały do dzieci. Ponadto nie zrealizowano podstawowy wymóg programów, tj, by uczniowie spożywali otrzymane jedzenie na terenie szkoły. A to okazało się newralgiczne - według oświadczeń rodziców, owoce i warzywa na terenie szkoły zawsze spożywało zaledwie 10 proc. uczniów, a mleko 12,5 proc. Pozostałe dzieci zabierały je do domu, często ich nie spożywając. Badania ankietowe, w którym udział wzięli rodzice uczniów klas I-VI pokazały, że nawyk codziennego spożywania mleka i przetworów mlecznych posiadało jedynie 56,7 proc., a owoców tylko 53 proc. uczniów szkół podstawowych.

 

Nie wiadomo też, dlaczego wszystkie skontrolowane szkoły przekazywały uczniom w ramach programu „Mleko w szkole” wyłącznie mleko, pomimo że program umożliwiał dostarczanie także jego przetworów - twarogów i jogurtów. Ponadto wzrasta liczba dzieci z nietolerancją laktozy. Z kontroli NIK wynika natomiast, że żadna ze szkół, nawet mając informacje o uczniach nietolerujących laktozy, nie skorzystała z możliwości zakupu mleka, które jej nie zawierało.

 

NIK zwróciła też uwagę na niewłaściwe zbilansowanie obiadów podawanych uczniom w szkole. Wojewódzka Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Krakowie przeprowadziła na zlecenie NIK badanie 15 jadłospisów oraz oceniła m.in. ich kaloryczność, wartość odżywczą i urozmaicenia posiłków. Niestety żadna ze skontrolowanych placówek nie zapewniła obiadów w 100 proc. spełniających odpowiednie normy żywieniowe dla dzieci i młodzieży. We wszystkich ocenianych jadłospisach była zbyt duża zawartość białka i węglowodanów, a w ponad 85 proc. również tłuszczów. Kontrola środków spożywczych wykorzystanych do przygotowania posiłków wykazała, że średnia zawartość białka ogółem w produktach wynosiła od 169 proc. do 462 proc., natomiast tłuszczów mogło być za mało - od 90 proc. lub zbyt dużo - do 333 proc. średniego zapotrzebowania dla żywionej grupy uczniów. We wszystkich zbadanych szkołach, w których dokonano pełnej oceny żywienia, stwierdzono zawyżoną zawartość węglowodanów, wynoszącą od 136 proc. do 300 proc. normy dla żywionej grupy uczniów. W 12 z 15 zbadanych jadłospisów stwierdzono nadmierną ilość sodu, w tym w ośmiu przypadkach dopuszczalna norma przekroczona została ponad trzykrotnie.

 

Choć od 1 września wprowadzono przepisy mające wyeliminować ze szkolnych sklepików niezdrowe produkty (potem przepisy te mocno poluźniono), to kontrola NIK pokazała, że wciąż w blisko 30 proc. sklepików asortyment był niezgodny z wymaganiami określonymi w rozporządzeniu. W jednym ze sklepików znajdowało się 70 produktów niespełniających wymagań, w tym np. napoje izotoniczne posiadające informacje na etykiecie, iż mogą mieć „szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci”.

 

NIK dobrze oceniła podejmowane w skontrolowanych szkołach działania edukacyjne. W szkołach prowadzone były zajęcia na temat zdrowego odżywiania, zajęcia praktyczne, prelekcje pielęgniarek i dietetyków przeznaczone zarówno dla uczniów jak i rodziców oraz liczne konkursy. Na szczególne wyróżnienie - według kontrolerów - zasługują inicjatywy angazujące uczniów w przygotowywanie posiłków i naukę zasad zdrowego żywienia poprzez zabawę oraz organizowanie wspólnych śniadań nauczycieli z uczniami.

 

(PS, GN)