Wywiad Tygodnia: Czujemy się oszukani

Z Robertem Biedroniem, prezydentem Słupska, rozmawia Piotr Skura

 

Minister edukacji Anna Zalewska ogłosiła niedawno, że wszystkie szkoły są przygotowane do reformy. U Pana, w Słupsku, też?

– My, samorządowcy, nie mamy wyboru. Ponieważ samorząd jest odpowiedzialny za organizację oświaty na terenie danej gminy czy powiatu, to musimy być przygotowani. Tylko jakim kosztem? Czujemy się oszukani. Pracowałem z panią minister Zalewską w parlamencie, znamy się osobiście. Rozmawiałem z nią na temat reformy i obiecała mi, że Słupsk nie tylko na zmianach nie straci, ale zyska, że zatrudnimy dodatkowych nauczycieli i dostaniemy dodatkowe pieniądze na szkoły. Niestety, rzeczywistość okazała się brutalna. Nie tylko niczego nie zyskamy, lecz stracimy. Szkoły zwolnią część nauczycieli, miasto musi zaś znaleźć kilka milionów złotych na dostosowanie szkół do nowych wymagań. Inni samorządowcy też głośno mówią o rozczarowaniu zafundowanymi zmianami.

Co Pan zrobił z likwidowanymi gimnazjami?

– Gimnazja oczywiście dostosowaliśmy do uchwalonych przez MEN ustaw Prawa oświatowego i ustawy wprowadzającej - Prawo oświatowe. Musieliśmy włączyć część „wygaszanych” gimnazjów do szkół podstawowych, ewentualnie liceów ogólnokształcących lub przekształcić gimnazjum w szkołę podstawową. Operacja ta wymagała oczywiście poważnych inwestycji. Wydatki rzeczowe związane z dostosowaniem przestrzeni i wyposażeniem sal lekcyjnych w stoliki i krzesła, pracownie przedmiotów przyrodniczych, pracownie informatyczne, uzupełnienie księgozbioru bibliotek szkolnych – docelowo wyniosą ok. 4 mln zł. Nie liczę innych kosztów związanych z administracją, czyli nowymi pieczątkami, dokumentami, proporcami, sztandarami. Nie jestem dzisiaj jeszcze w stanie tego oszacować, ponieważ rachunki cały czas spływają.

(...)

Całą rozmowę przeczytasz w Głosie nr 37/2017 i w e-wydaniu