(1.08) Dziś najważniejsza rocznica Warszawy - rocznica "godziny >>W<<"

 

Dziś mijają 73 lata od chwili, gdy 30 tys. żołnierzy polskiego podziemia wypowiedziało w Warszawie bitwę przeważającym siłom niemieckim. Wybuch Powstania Warszawskiego to jedna z najważniejszych dat w historii Polski

 

"Punktualnie o godzinie „W” rozpoczęły się w naszym najbliższym sąsiedztwie walki o elektrownię – trwały one kilka godzin, do nocy. Zakończyły się sukcesem o dużym znaczeniu, bo powstańcza Warszawa miała przez cały sierpień zapewniony prąd. (…). Obserwowaliśmy skrzyżowanie Dobrej i Tamki, ale po wybuchu walk wszelki ruch tam zamarł – raz tylko prze jechał pędem samochód z niemieckimi żołnierzami. W pewnej chwili przebiegł wzdłuż Tamki powstaniec z opaską i z peemem zawieszonym na piersi, wołając, że elektrownia zdobyta i żeby wywieszać flagi. Bardzo szybko pojawiły się polskie flagi w oknach i na bramach domów" - tak pierwsze godziny Powstania Warszawskiego na Powiślu, gdzie swoją siedzibę przed wojną miał Związek Nauczycielstwa Polskiego, opisywał Janusz Paszyński, świadek tamtych wydarzeń.

 

Takich punktów 1 sierpnia 1944 r. było w stolicy dużo więcej.

 

Wydarzenia kilku ostatnich dni poprzedzających wybuch Powstania dawały dowództwu Armii Krajowej nadzieję na powodzenie akcji wymierzonej przeciwko okupantowi - jednostki niemieckie w efekcie radzieckiej operacji "Bagration" zostały niemal całkowicie rozbite i od 22 czerwca 1944 r. wycofały się z terenu Białorusi, Ukrainy oraz wschodniej Polski opierając swoją obronę o linię Wisły. W trakcie operacji "Bagration" Niemcy stracili prawie 700 tys. żołnierzy, 2 tys. czołgów i 57 tys. innych pojazdów. W ostatnich dniach lipca w stolicy słychać było kanonadę artyleryjską zwiastującą zbliżający się front. Dowództwo niemieckie początkowo podjęło decyzję o wycofaniu swoich wojsk z Warszawy (to właśnie widok maszerujących ulicami stolicy na wschód jednostek Wehrmachtu stał się jednym z powodów podjęcia decyzji o wybuchu Powstania). Potem jednak Adolf Hitler zmienił zdanie i postanowił wykorzystać miasto jako punkt oporu przeciwko ofensywie radzieckiej.

 

Historycy do dziś toczą spory o okoliczności, w jakich dowództwo Armii Krajowej z gen. Tadeuszem Borem-Komorowskim na czele, postanowiło wystąpić zbrojnie przeciwko Niemcom. Szczególnie, że opinie wśród członków Komendy Głównej AK były wtedy podzielone - do największych zwolenników wywołania powstania należał gen. Leopold Okulicki ps. "Kobra", który zaledwie kilka tygodni wcześniej został przerzucony z Londynu do okupowanej Polski. Okulicki, wbrew rozkazom Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, namawiał pozostałych dowódców AK do zbrojnej akcji w Warszawie. Udało mu się do tego przekonać m.in. gen. Tadeusza Pełczyńskiego ps. "Grzegorz", wówczas szefa sztabu AK.

 

Do sceptyków, jeśli chodzi o plany militarne Okulickiego w Warszawie, należał m.in. płk. Kazimierz Iranek-Osmecki, szef wywiadu AK, który ostrzegał przed zbyt pochopną oceną sytuacji i niedocenianiem sił, jakimi jeszcze dysponował Wehrmacht na Froncie Wschodnim. Iranek-Osmecki zwracał też uwagę na skutki podjętej kilka tygodni wcześniej decyzji o opróżnieniu magazynów broni w Warszawie i wysłania niemal wszystkich zapasów na wschód, do oddziałów AK biorących udział w akcji "Burza". To dlatego 1 sierpnia 1944 r. tylko niewielka część powstańców dysponowała jakąkolwiek bronią.  

 

Na naradzie Komendy Głównej AK 31 sierpnia o godzinie 13.00 nie podjęto decyzji o wybuchu powstania uznając, że sytuacja na froncie jest niejasna. Następną naradę wyznaczono na godzinę 18.00. Jednak na godzinę przed naradą, w lokalu konspiracyjnym pojawił się płk. Antoni Chruściel "Monter", dowódca oddziałów AK w Warszawie, z wiadomością, jakoby na Pradze widziano czołgi radzieckie. Bór-Komorowski wraz z Okulickim i Pełczyńskim - nie czekając na innych uczestników narady - podjął decyzję o rozpoczęciu walk. Oficjalnie jednak rozkaz ten wydał Jan Stanisław Jankowski, Delegat Rządu na Kraj. Moment rozpoczęcia Powstania w stolicy wyznaczono na 1 sierpnia 1944 r. na godz. 17.00.

 

Pośpiech dowódcy AK okazał się w swoich skutkach fatalny - przybyły krótko po wydaniu rozkazów do lokalu konspiracyjnego Iranek-Osmecki sprostował błędne informacje przekazane przez Chruściela - z jego meldunków wynikało, że Niemcy postanowili bronić Warszawy, a jednostki radzieckie zostały odrzucone od stolicy. Bór-Komorowski uznał jednak, że decyzji o wybuchu Powstania nie można już odłożyć.

 

Bór-Komorowski liczył, że powstańcom uda się na krótki czas między wycofaniem jednostek niemieckich a wejściem do Warszawy oddziałów radzieckich przejąć kontrolę nad miastem, w efekcie czego Józef Stalin będzie musiał uwzględnić interesy podziemia w swoich planach politycznych. O ile więc powstanie pod względem militarnym było wymierzone w Niemcy, to politycznie - głównie w ZSRR.

 

"Alarm, do rąk własnych Komendantom Obwodów. Dnia 31.7. godz. 19.00. Nakazuję »W« dnia 1.08. godzina 17.00. Adres m.p. Okręgu: Jasna nr 22 m. 20 czynny od godziny »W«. Otrzymanie rozkazu natychmiast kwitować" - tak brzmiał rozkaz "Montera" rozesłany wieczorem 31 sierpnia do podległych mu w stolicy oddziałów.

 

W godzinę "W" do walki ruszyło (według różnych szacunków) od 23 do 32 tys. żołnierzy. Tylko niewielka część miała doświadczenie bojowe. W sumie, w czasie 63 dni Powstania Warszawskiego walczyło w nim ok. 50 tys. powstańców. I to nie tylko z Armii Krajowej, ale także z Armii Ludowej, Związku Walki Młodych, Narodowych Sił Zbrojnych, Korpusu Bezpieczeństwa i Polskiej Armii Ludowej. Już pierwszego dnia Powstania żołnierzom rozpaczliwie brakowało uzbrojenia, walczący mieli do dyspozycji niemal wyłącznie broń ręczną - 2629 karabinów, 3846 pistoletów, 657 pistoletów maszynowych, 145 ręcznych karabinów maszynowych, 47 ciężkich karabinów maszynowych, 29 karabinów przeciwpancernych i granatników, 16 moździerzy i granatników oraz 2 działka przeciwpancerne. Co więcej - 1 sierpnia jedynie część tej broni trafiła do powstańców. W magazynach AK znajdowała się amunicja jedynie na 2-3 dni walki. Jak oceniają historycy, jedynie co dwudziesty piąty powstaniec miał w dniu wybuchu walk jakąkolwiek broń. "Monter" wydał więc rozkaz wyposażenia pozostałych żołnierzy w... siekiery, łomy i kilofy. Musieli oni przeciwstawić się ok. 16 tys. uzbrojonym w ciężką broń, w tym czołgi i pojazdy pancerne, siłom niemieckim. Niemal natychmiast Niemcy zmobilizowali przeciwko powstańcom kolejne jednostki - w tym zaprawione w bojach na Froncie Wschodnim i we Włoszech jednostki elitarnej Dywizji SS Herman Goering oraz 5 Dywizji Pancernej SS "Wiking".

 

Hitler skierował też do stolicy jednostki mające za zadanie wymordowanie ludności cywilnej Warszawy pod dowództwem Heinza Reinefartha, Oskara Dirlewangera i Bronisława Kaminskiego. Już w pierwszych dniach Powstania przeprowadziły one "rzeź Woli", w efekcie której zamordowano ok. 60 tys. mieszkańców tej dzielnicy stolicy - głównie kobiet, osób starszych i dzieci. "Rzeź Woli" to jedna z największych zbrodni ludobójstwa w czasie II wojny światowej.

 

Wybuchowi Powstania sprzeciwiał się rząd RP w Londynie, a także alianci - Wielka Brytania i USA. Odpowiedniej pomocy powstańcom nie udzielił Związek Radziecki, choć jego armie stały po drugiej stronie Wisły.

 

Po 63 dniach walki Powstanie skapitulowało. Wystąpienie zbrojne w stolicy kosztowało życie 16 tys. poległych powstańców oraz ok. 180 tys. cywilów. Forsujące Wisłę oddziały 1 Armii Wojska Polskiego straciły dodatkowo 5,5 tys. żołnierzy w czasie walk o Pragę i o przyczółki na lewym brzegu Wisły.

 

(PS, GN)

 

Czytaj też:

Powstanie było naturalnym, silnym i patriotycznym odruchem młodych ludzi, którzy żyli pod okupacją niemiecką przez pięć lat. Myślę, że bardzo trudno byłoby je powstrzymać - mówi prof. Norman Davies w wywiadzie na stronie Muzeum Historii Polski.