(18.05) Handke: Anna Zalewska powinna stanąć przed Trybunałem Stanu

 

Za skrócenie obowiązkowego cyklu kształcenia z dziewięciu do ośmiu lat minister Anna Zalewska powinna stanąć przed Trybunałem Stanu - uważa prof. Mirosław Handke, minister edukacji w rządzie Jerzego Buzka i autor reformy oświaty z 1999 r.

 

Mirosław Handke, mimo poglądów politycznych zbliżonych do PiS, należy do zdecydowanych krytyków szefowej MEN Anny Zalewskiej. Szczególnie z powodu skrócenia obowiązkowego cyklu kształcenia z 9 do 8 lat. - Minister Zalewska powinna stanąć za to przed Trybunałem Stanu. Dziewięcioletni system kształcenia, który wprowadziliśmy, to teraz standard na świecie. Mam duże obawy, że powtórzy się sytuacja sprzed 1999 roku, kiedy spora część uczniów nie podejmowała nauki po skończonej podstawówce. Gimnazja podnoszą aspiracje edukacyjne dzieci i ich rodziców - powiedział prof. Handke w wywiadzie dla Wirtualnej Polski.

 

Nie wykluczył, że za pomysłem likwidacji gimnazjów mógł się kryć prof. Ryszard Legutko, eurodeputowany PiS i b. minister edukacji. Prof. Handke pracował z nim nad reformą wprowadzającą gimnazja. - On miał w rodzinie jakieś złe doświadczenia związane z gimnazjum. Wtedy mnie ochrzanił i powiedział, że prędzej czy później je zniszczy. No i udało mu się - przypomniał prof. Handke.

 

Rozmówca WP skrytykował też prof. Andrzeja Waśkę, pełnomocnika prezydenta Andrzeja Dudy w sprawie reformy edukacji oraz twórcę nowej podstawy programowej z języka polskiego. - To jest człowiek absolutnie o ograniczonych horyzontach. Dla którego istnieje tylko filologia polska, a z filologii polskiej tylko romantyzm. Nic innego nie rozumie. I on będzie teraz narzucał, żeby całe kształcenie kręciło się wokół literatury. Do nich dołączył jeszcze prof. Terlecki. Cała trójka namówiła Kaczyńskiego do tej nieszczęsnej reformy - ocenił prof. Handke.

 

Były minister edukacji przyznał, że choć głosował w ostatnich wyborach na PiS, to "miał do końca nadzieję, że oni tych gimnazjów nie ruszą". Powołując się na swoje kontakty wśród posłow PiS stwierdził, że ich delegacje "chodziły do Kaczyńskiego, żeby go odwieźć od tej reformy".

 

(PS, GN)