Wyuczony optymizm szczepionką na wyuczoną bezradność

Chwal za wysiłek

 

 O tym, że nie rezygnujemy z działania mimo pokus i niepowodzeń, nie decyduje jedynie nasza samokontrola czy silna wola – potrzeba jeszcze trochę optymizmu. Jak wychowywać dzieci, które nie poddają się łatwo?

 

 

Od czego zależy to, czy w obliczu przeszkód i trudności jesteśmy w stanie wytrwać w naszych staraniach? Jednym z umożliwiających nam to czynników jest optymizm. Może mieć tak dużą moc, że jest w stanie uchronić nas nawet przed zgubnym działaniem tzw. wyuczonej bezradności i sprawia, że nie poddajemy się nawet mimo doświadczenia wielu zniechęcających niepowodzeń.

Najbardziej znanym badaczem zjawiska wyuczonej bezradności jest amerykański psycholog Martin Seligman, który zasłynął także jako twórca tzw. psychologii pozytywnej, odnoszącej się do roli optymizmu i pozytywnych, przyjemnych emocji w życiu człowieka, m.in. w kontekście jego motywacji do działania i poczucia satysfakcji z pracy i życia. Dzięki badaniom z udziałem najpierw zwierząt, a później ludzi na przełomie lat 60. i 70. XX w. odkrył istnienie zdumiewającego (wówczas) zjawiska – właśnie wyuczonej bezradności. Polega ono, w dużym uproszeniu, na utracie nadziei na możliwość poprawy sytuacji. Dotknięta nim osoba (lub zwierzę), w efekcie doświadczenia wielu niepowodzeń, jakie spotykają ją w określonym czasie, uczy się, że cokolwiek by zrobiła, nie jest w stanie poprawić swojej sytuacji, w żaden sposób nie może zmienić jej na lepsze. W efekcie przestaje się starać, staje się bierna i apatyczna.

 

 

(...)

 

Magdalena Goetz

Psycholożka

 

Więcej - tylko w Głosie Nauczycielskim (nr 16), także w formie e-wydania