Wywiad tygodnia. Po maturze odchodzę. Nie ma dla mnie godzin

Sam siebie zwalniam

 

Z Wiesławem Włodarskim, prezesem Stowarzyszenia Dyrektorów Szkół Średnich, dyrektorem L Liceum Ogólnokształcącego im. Ruy Barbosy w Warszawie oraz Nauczycielem Roku 2007, rozmawia Piotr Skura

 

Zapowiedział Pan niedawno, że odchodzi ze szkoły, ponieważ nie chce mieć nic wspólnego ze zwalnianiem nauczycieli w związku z reformą Anny Zalewskiej. Sprawa stała się głośna w całej Polsce. Czy od tego momentu nie zmienił Pan może swoich planów?

– Nie, nie zmieniłem.

 

Jest Pan zdecydowany, by odejść?

– Tak, jestem. Koniec kadencji dyrektora to doskonały moment. Odejście na emeryturę po prostu mi się opłaca. Z powodów zdrowotnych również. Gdybym został w szkole jako nauczyciel, potrzebowałbym dla siebie więcej godzin niż do tej pory. Dotychczas miałem trzy godziny zajęć, a potrzebowałbym 18. Godzin tych żadną miarą nie da się uskładać. Gdybym został, musiałbym zwolnić nauczycielkę matematyki. A nie chcę tego robić, dla dobra uczniów. To młoda nauczycielka, ma świetny kontakt z młodzieżą, o jakim ja mogę tylko pomarzyć, m.in. ze względu na różnicę wieku. Nie zmienię decyzji.

 

W ogóle odejdzie Pan z zawodu?

– Jeszcze nie wiem, co będę robił w przyszłości. Trochę myślę o tym, żeby zostać zwykłym nauczycielem, ale skoro pierwszeństwo przy zatrudnieniu mają mieć nauczyciele likwidowanych gimnazjów, to tej pracy może po prostu dla mnie zabraknąć. Wtedy poczekam, może rozwinę własną działalność, może coś innego wpadnie mi do głowy… Tak daleko nie wybiegam myślami.

 

Rozumiem, że nie przekonują Pana powtarzane przez minister Zalewską obietnice, że nikt z powodu reformy nie zostanie zwolniony?

– Mnie też nikt nie zwolnił. Ja sam siebie zwalniam. Tak można na to spojrzeć z punktu widzenia ministerstwa… A tak serio, to znam wiele szkół, gdzie zwolnienia, niestety, są konieczne i to na każdym szczeblu kształcenia, także w podstawówkach. Powodem są np. nowe granice obwodów. Swoje dokłada niż demograficzny. Niektórzy nauczyciele stracą pracę, potem być może zostaną zatrudnieni gdzie indziej, ale trudno powiedzieć, na jakich zasadach i w jakim wymiarze. Przecież cała akcja rządzących idzie w tę stronę, żeby nauczyciele zostali w szkole przynajmniej na część etatu. Przyjęto nawet rozwiązanie, że nauczyciel, który pracuje na mniej niż połowę etatu, może uczestniczyć w awansie zawodowym. Komuś zależy na tym, żeby nauczyciel chociaż na kilka godzin, ale był zatrudniony. Wtedy triumfalnie się obwieści, że nikt nie stracił pracy. Licząc na to, pracę stracą pojedyncze jednostki jak ja.

 

(...)

 

Cała rozmowa - GN nr 16, także w formie e-wydania